adas@dziugger - jogger

adasiowe miejsce

Witam na moim jogu (lub jak kto woli blogu). Żadnych tajemnic tu nie zdradzę... Chyba. A jak zdradzę to znaczy, że to tajemnicą nie było. Wpisy marudne, śląskie, operowe, podróżnicze, fotograficzne i inne. Słowem ... nie da się jednym słowem.

Napisz list w sprawie wspólnego biletu w GOP-ie

50 minut w Zamościu...

dnia 28 marca 2010, o godzinie 22:25:38

Co można zobaczyć w Zamościu w ciągu 50 minut? Niewiele. Ale za to można się przekonać, że miasta tzw. ściany wschodniej też są piękne. I nawet lepiej odrestaurowane niż tych bogatszych regionów. Już podobnie mnie zaskoczyło centrum Przemyśla gdy wracałem z Ukrainy.

Nie wiem czy Zamość nie jest pierwszym miastem w Polsce, w którym nie było wielkiej liczby reklam przy sklepach w kamienicach... Tych reklam prawie nie było. Cudnie... nie wiem czy takie zarządzenie czy jeszcze nie zdążono po remoncie ich umieścić? Znacie inne takie miasta?

Ratusz akurat trafił mi się w remoncie. Schody leżały ponumerowane przed nim. Coś się dzieje. :)

Stare miasto jest otoczone (w dużej części) murami twierdzy. Tą najlepiej odnowioną było mi dane zobaczyć tylko przejazdem. W środku były umieszczone miejsca na sklepiki - jeszcze nie wszystkie zajęte.

Więcej zdjęć na picasie mej.

Tagi: , , ,

Europejskie Spotkanie Młodych w Poznaniu

dnia 09 stycznia 2010, o godzinie 19:25:44

Udało mi się parę dni temu być na Europejskim Spotkaniu Młodych Taize w Poznaniu.

Dojechałem tam lekko spóźniony (dwa dni? ;) ) - najpierw nocowałem w szkole, a potem u rodziny na Junikowie (którą serdecznie pozdrawiam :) ). Może ktoś pamieta jeszcze relację stopową (dostanie się autostopem do Taize we Francji - tam przeczytasz więcej informacji cóż to jest).

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Nowy (fajny) rozkład kolejowy dla woj. śląskiego

dnia 07 grudnia 2009, o godzinie 20:34:11

Hmm... Chętnie bym do pracy jeździł pociągiem zamiast autobusem. Na razie nie da rady, bo raz, że dłużej, a dwa, że mniej kursów. Ale... Od nowego rozkładu (głównie na innych liniach niż moja) w woj. śląskim pojawia się więcej pociągów! Tadam! ;) A nowy rozkład już od niedzieli 13 grudnia 2009.

No więc tak: Linia Gliwice-Katowice - tam pociągi w godzinach rannych i popołudniowych będą jeździć nawet co 15 minut (poza szczytem co 30 minut). Podobnie na odcinku do Sosnowca. Dalej do Zawiercia będzie to około co 30 minut. Do Tych Miasta co 30 minut (ale do tego należy dodać jeszcze pociągi do Bielska i Wisły też jeżdżące tą trasą). Tyszanie będą też mieli nocny pociąg weekendowy chwilę po północy (ciekawostka, co nie?)

Co jeszcze. Rybnik się troszkę wzbogaci - tam będą będą pociągi co około godzinę (uzupełniane rano i popołudniu dodatkowymi kursami). Nawet na tym mieszkańcy Mikołowa czy Łazisk zyskają.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Komunikacja miejska w Dublinie

dnia 19 listopada 2009, o godzinie 12:28:58

Przebywając parę dni w Dublinie korzystałem z tamtejszej komunikacji autobusowej. I jest w niej parę rzeczy, których w Polsce nie znajdziecie. ;)

Raz, że jeżdżą autobusy piętrowe - ale to akurat nie jest jakieś dziwne. Najdziwniejsze są przystanki. Rozmieszczone są co około 200-300m. Tak. Jeżeli ucieknie ci z jednego przystanku to biegnąc jesteś w stanie wsiąść na następnym ;) Przystanki są na żądanie (chyba wszystkie). Przystanki są chyba tak rozmieszczone z powodu "lenistwa"?

Do tego na przystankach rozkład jest albo nie ma (zawsze możesz przejść na następny przystanek). Ale jeżeli już ten rozkład znajdziesz to będą tam podane godziny odjazdu z przystanka... początkowego danej linii. A pasażer samodzielnie musi określić, o której autobus przyjedzie. Ciekawe, co nie? Jeżeli autobusy jeżdżą w miarę często to pół biedy, ale jeżeli nie...

A jak wygląda kupowanie biletu u kierowcy? Wrzucasz do "lejka" drobniaki, podajesz kierowcy miejsce docelowe i zabierasz bilet. Kierowca nie wydaje reszty. Jeżeli nie miałeś drobnych to na bilecie masz kwotę o reszcie, którą możesz otrzymać w jakimś punkcie obsługi. Kupowanie biletu przebiega szybciej niż u nas ;)

No i oczywiście można sobie kupić bilety elektroniczne, jednodniowe, 3-dniowe, siedmiodniowe, wspólne z tramwajami LUAS, wspólne z kolejką podmiejską DART itp. Jak ja bym chciał wspólny bilet z koleją w GOP-ie...

Więcej o autobusach w Dublinie: www.dublinbus.ie/

Tagi: , , , ,

Rozwiązanie konkursu eSKY.pl

dnia 17 listopada 2009, o godzinie 09:50:50

Parę dni temu ogłosiłem konkurs na najdłuższą trasę lotniczą. Pragnę poinformować, że chyba za trudny konkurs to był, bo nie było za wiele zgłoszeń. Wygrał Jędrzej proponując trasę:

  • Warszawa (wylot 16.11.09 o gogz, 11.05) przez Wieden - Londyn - Nowy Jork Honolulu - Tokio - Szanghaj -Sydney - Melbourne - Singapur - Nowe Delhi - Pekin - Moskwa - Dubaj - Paryż - Warszawa (20.11.09 0 godz. 9.40).
  • Długość trasy to 62 031 km. Czyli 1,5 okrążenia Ziemi w 4 dni...

Ze zwycięzcą już się skontaktowałem. Nagrodą jest 5 bonów po 50zł na zakupy na stronie eSKY.pl.

Ps Jakby znalazł się jakiś sponsor chcący mi zafundować jakiś lot to przyjmę z otwartymi ramionami ;) Najlepiej jakby to był jakiś miesiąc w jakichś kilku krajach (może Ameryka Południowa? ;) ) He?

Tagi: , , ,

Charleroi - czyli 4 godziny w Belgii

dnia 11 listopada 2009, o godzinie 14:37:37

Uwaga: wpis nie chronologiczny, bo w kolejce czeka Portugalia, Barcelona i Dublin :)

Wracając z Dublina mieliśmy przesiadkę w Charleroi (około 60km od stolicy Belgii - Brukseli). Co by nie sterczeć kilku godzin na lotnisku wsiedliśmy do autobusu do centrum. Wcześniej w informacji turystycznej zaopatrzyliśmy się w darmową mapkę z opisem ciekawych miejsc (tylko czemu po francusku?).

Wyjeżdżamy z terminala, objeżdżamy lotnisko i mijamy... drugi terminal. Nie wiem kto wpadł na pomysł aby zamiast rozbudować lotnisko nowy terminal zbudować po drugiej stronie pasa (ten nasz był nowy, stary stał nieużywany).

Potem autostrada: Ring. Czyli coś czym można jeździć dookoła miasta tylko w jedną stronę. Ciekawe rozwiązanie. Za oknem cóż? Hałdy, familoki, stare zakłady przemysłowe, Szaro, brudno... Ej... Ale my przecież jesteśmy w mieście europejskim! To u nas nie jest tak źle jak się nam wydaje? ;)

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , ,

Konkurs - najdłuższa podróż lotnicza

dnia 05 listopada 2009, o godzinie 09:04:35

Parę dni temu informowałem, że pojawi się konkurs na blogu. Dziś jest ten dzień.

Korzystając z wyszukiwarki lotów na esky.pl wyznacz trasę lotów w ciągu 4 kolejnych (96 godzin), dowolnie wybranych dni. Następnie przy użyciu tego narzędzia podlicz liczbę kilometrów. Wygrywa osoba, która przedstawi najdłuższy pomysł na podróż. Należy brać pod uwagę realność przesiadek - załóżmy, że 1h wystarczy. Trasa musi się rozpocząć i zakończyć w Polsce.

Aby odpowiedź była ważna należy jeszcze wejść na stronę esky, znaleźć hasło/kod dla blogera i je podesłać wraz z odpowiedziami ;)

Odpowiedzi proszę słać na adziura (at) gmail.com.

Zwycięzca konkursu otrzyma 5 kuponów rabatowych na zakup lotu i rezerwacji w hotelu na stronie eSKY.pl o wartości 50 zł każdy. Czyli w sumie 250zł - szkoda, że nie w banknotach ;). Kupony będzie można wykorzystać w trakcie pięciu transakcji (ważność kuponów wygasa w czerwcu 2010 roku).

Dodatkowo, spośród tych, którzy wygrają kupony, eSKY.pl wylosuje dwie nagrody. Weekendowy pobyt w Barcelonie oraz weekendowy pobyt wraz z przelotem w Rzymie. Jak ktoś chce się pobawić to zachęcam. Czasu jest dużo - do 15 listopada.

Tagi: , , ,

Lecimy! (będzie konkurs ;) )

dnia 03 listopada 2009, o godzinie 14:27:04

Była we wrześniu Portugalia lotniczo (relacja się piszę - co z tego, że długo :D ). W czwartek będzie Dublin, też lotniczo. Jako, że tanie latanie jest fajną sprawą, to ucieszyłem z możliwości zorganizowania konkursu, w którym nagrodami będą kupony na zniżki przy zakupie lotów (ale nie tylko lotów). Kwota będzie w miarę fajna (dla 5 osób 5 x 50zł), więc jak ktoś ma chęć (chęć, bo nie będzie za prosto) to można będzie wygrać :)

Wydaje mi się, że zadanie, które zaproponuje będzie w miarę fajne. Będzie się można "pościgać". Sądzę, że znam co najmniej jedną osobę, której zadanie sprawi wielką radość ;)

Konkurs rozpocznie się w czwartek. Sponsorem jest firma eSKY.pl. Na górze strony (po lewej) jest mały obrazeczek odsyłający na stronę jeszcze innego konkursu związanego z eSKY. ;)

Ps Tak, wiem... zaś wpis nie o Operze :D ;) :P

Tagi: , , , , ,

Skocz do wody!

dnia 26 października 2009, o godzinie 18:03:33

Portugalia. Porto. Okolice mostu "Ponte Dom Luis I" nad rzeką Duoro. Wczesny wrzesień. Słońce praży. Co można w słoneczną robić innego w taką pogodę jak nie skakać do wody? I to nieważne czy z mostu czy nabrzeża. W wielu różnych pozach.

Tagi: , , , , ,

[fotozagadka] Czerwony mostek nad rzeczką

dnia 16 października 2009, o godzinie 14:37:39

Na zdjęciu widać mostek. A może nawet most. W miarę duży most. I w związku z nim zagadka (oczywiście bez nagród). Gdzie mostek się znajduje oraz czy ma brata prawie bliźniaka. Jeżeli tak to gdzie?

Aha... Niech nie podpowiadają te osoby, które w czasie robienia tego zdjęcia się pałętały obok ;)

Edycja: Zagadka pozostała nie rozwiązana. Albo rozwiązana w połowie. Jest to most w Lizbonie (Most 25 kwietnia). Ale jego bratem nie jest Golden Gate w San Francisco, a Oakland Bay Bridge (też w San Francisco). Golden Gate jest podobny, ale nie jest taki sam ;) Przypatrzcie się np. filarom. Most w Lizbonie jak i Oakland Bay zostały zbudowane przez tą samą firmę. A Golden Gate przez inną :) To było podchwytliwe pytanie, wiem ;)

Tagi: , ,

Kabhi Gorce, khabhie deszcz

dnia 14 października 2009, o godzinie 21:56:31

Czasami fajnie jest wrócić w miejsca w których się już było. Najlepiej jeszcze w innych okolicznościach przyrody. Czyli czasem śnieg, czasem deszcz. Te parę zdjęć to porównanie 2 wyjazdów w Gorce.

Pierwszy raz w tą zimę: z Lubomierza na chatkę Hawiarska Koliba. W śniegu po pas. Czas mapowy 3-4 h. Czas nasz: około 9 h. Szukanie szlaku pod śniegiem. Przedzieranie się przez polany zasypane śniegiem. Duża ilość kryzysów. A potem niewychodzenie z chatki przez kolejne kilkadziesiąt godzin... i gotowanie, gotowanie, pieczenie, smażenie... ;)

W zeszły weekend w podobnej grupie przeszliśmy się z Lubomierza-Rzek na Turbacz. I z powrotem. Pogoda nie sprzyjała zbytnio - połowę drogi lało. Część szlaku pamiętaliśmy z zimowego przejścia - czasami mieliśmy braki (hmm... ze zmęczenia?). Znajdowaliśmy teraz znaki których nie było widać zimą (na kamieniach).

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Gdzie spać... Na szczycie, w tirze czy pod mostem?

dnia 07 października 2009, o godzinie 14:09:22

Na zdjęciu: najwyżej położony sen jaki było mi dane obserwować. Krywań w słowackich Tatrach Wysokich - 2495 m n. p. m. (chociaż to miejsce - zaraz przy przepaści - było położone 2-3 m pod szczytem.

Sen tej pary trwał co najmniej pół godziny (czyli tyle ile przebywałem na szczycie). Pewnie spali tam od jakiejś dłuższej już chwili...

Sam nocowałem w kilku dziwnych miejscach: dworce w Krakowie, Przemyślu i Barcelonie. Lotnisko w Londynie. Kaplice pod kościołem Wszystkich Świętych w Warszawie (na dodatek tam mnie zakonnica tak zamknęła, że od 10 rano do 16 nie mogłem wyjść - mimo, że chciałem - samotnie przechadzałem się podziemiach kościoła ;) ). W przypałacowym parku w Liwadii na Ukrainie.

Także zdarzyło mi się nocować w naczepie tira oraz na plaży we Włoszech oraz na Ukrainie. Przemoczonych namiotów z widokiem (a raczej brakiem) na Bielsko czy miejsca pod mostem w Czechach nie wliczam ;)

Ma ktoś jakieś podobnie dziwne miejsca na nocleg? Może ktoś ma marzenia? (ja chce się kiedyś na Babiej Górze obudzić na wschód słońca).

Tagi: , , , ,

Ukraina, Krym 2009 - część druga - czyli jak to na wybrzeżu było + powrót

dnia 13 września 2009, o godzinie 19:51:02

Na Krym wybrałem się z 3 znajomymi w sierpniu 2009 roku. Zrobiliśmy pętelkę: Symferopol, Bakczysaraj (ze skalnymi miastami), Sewastopol, Bałakława, Ałupka, Aj-Petri, Jaskółcze Gniazdo, Liwadia, przełęcz Angarska, Symferopol. W drodze powrotnej liźnięty został też Kijów.

To jest druga część relacji krymskiej. Przeczytaj wcześniej pierwszą część.

Sewastopol - jedna baba, drugiej babie wsadziła do domu turystów

Wsiadamy do pociągu i jedziemy. Po kilkudziesięciu minutach na drodze obok torów widzimy czterech rowerzystów. Zdziwiony? :D Pociąg wiezie nas do Sewastopola. Miasta/bazy floty czarnomorskiej. Przed wjazdem na dworzec objeżdżamy zatokę nad którą to miasto leży. Na dworcu już nas witają babiczki z noclegiem. Po 40-50 hrywien. Wybieramy taki za 40 i jedziemy gdzieś na osiedle 20 minut marszrutką z numerem (wow... marszrutki mają numery:D). Rozkładów dalej nie mają ;)

Nocleg mamy na wielkim blokowisku. Przechodzimy z przystanku przez plac z dmuchaną zjeżdżalnią, placem zabaw, stoiskiem z melonami, do 10-piętrowego bloku (nie jedynego w okolicy). Drzwi na jakiś śmieszny klucz, winda, która w Polsce by została wyłączona z użycia 5 lat temu. Wchodzimy do mieszkania. Jedna babiczka przekazuje nas drugiej babiczce (praca grupowa). Dostajemy 2 pokoje (weszły by tam jeszcze z 2 osoby) z dywanami na ścianach (arrasy? ;) ). Brak ciepłej wody (trzeba grzać), w przedpokoju nowoczesna lodówka (my dostajemy taką "made by wczesne CCCP"). Po mieszkaniu biega przepiękny kociak. Świetne futerko. Nieźle bawił się moją politechniczną smyczą do komórki.

W klozecie deska połamana na 6 kawałków. Źle? Gdzie tam... Jest ładnie posklejana przezroczystą taśmą klejącą. Dostajemy klucze, informację, że morze blisko. Supermarket też. W supermarkecie śmietanka "Łaciate" (przynajmniej taka sama szata graficzna), oraz polewy do lodów z Tymbarka (z nieprzetłumaczoną nalepką). Produkty ukraińskie tanie. Produkty dużych koncernów (np. Danone) porównywalne jak w Polsce (jak nie drożej). No i do tego kiełbasa warszawska. Obrzydliwa. Chyba jak każda tam. ;)

Rano ruszamy na podbój Sewastopola. Tym razem trolejbusem. 0,75 hrywny za przejazd (o ile dobrze pamiętam). Marszrutki są szybsze, ale dwa razy droższe. W trolejbusie bilety można kupić u kierowcy, lub osoby sprzedającej bilety. Wygląda to czasami tak: kupujesz u kierowcy, druga osoba ci go kasuje, a jeszcze co jakiś czas wsiada do tego trolejbusu kontrola, która te bilety sprawdza. W bardziej zatłoczonych trolejbusach są dwie osoby do sprzedawania/kasowania. Prosty sposób na bezrobocie :D Po drodze zauważam sklep z reklamą firmy "Barlinek" - czyli podłogi.

Flota, Lenin, ślub i flagi rosyjskie

Wysiadamy w centrum, wymieniamy walutę (da się tylko USD, EURO oraz rosyjskie ruble). PLN jest trudno spotkać na Krymie. Kupuję też mini atlasik po Sewastopolu. Ruszamy na podbój miasta. Najpierw park z panoramą "Obrona Sewastopola". W parku są też 2 fontanny, parę pomników, resztki fortu, pomniki (m. in. jednego z kapitanów statku broniącego miasta), widok oraz dużo kotwic z zatopionych statków. A także kramiki z pamiątkami, kucyki, sprzedawcy wycieczek zorganizowanych oraz turyści.

Przy parku hotel o nazwie Ukraina. Kontrastuje to troszkę z tym, że Krym jest bardziej rosyjski niż Ukraiński. A po rozpadzie ZSRR flota czarnomorska z jakiegoś dziwnego powodu został podzielona na dwie równe części: 87 i 13%. Do tego w tych 13 procentach było najwięcej złomu. Zgadnijcie kto dostał lepsze "łódki". Co jakiś czas słychać przepychanki dotyczące stacjonowania rosyjskiej floty w Sewastopolu.

Po drodze jest Sobór Opieki Przeświętej Bogurodzicy - przepięknie odnowiony. W środku trafiamy na ślub. Ja wyglądał? Babiczka od miejsca na środku cerkwi rozwinęła czerwony dywan. Na jego końcu stanęła para młoda. Gości nie było za dużo (chyba tylko rodzina). Przychodzi pop (prawosławny ksiądz) wyglądający jak wokalista jakiegoś fińskiego zespołu death metalowego. Idzie po dywanie do pary młodej i zaczyna czytać modlitwy. Miałem wrażenie, że były one powtarzane kilkanaście razy. Do tego kilkadziesiąt znaków krzyża. Ciekawostką było nałożenie obrączek. Para młoda nałożyła je sobie tylko na koniuszek palca. Następnie pop kilkukrotnie zamienił je miejscami. Wszystko odbywało się na końcu cerkwi.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , , ,

Ukraina, Krym 2009 - czyli na wschodzie musi być jakaś cywilizacja

dnia 13 września 2009, o godzinie 19:40:23

"Pojedzie ktoś na Ukrainę, na Krym?" Takie pytanie zadawałem znajomym przez parę tygodni... Odpowiedzi, że tam strasznie, że daleko, że okradną/zgwałcą/zamordują, że tamto, siamto... ;) Część też nie miała czasu (żeby nie było, że wszyscy na "nie" byli).

To jest pierwsza część relacji krymskiej. Przeczytaj później drugą część.

W końcu udało się zebrać grupę 4 osobową: Kasia (z którą uwielbiam nawzajem sobie marudzić i się wkurzać), Jacek (obydwoje znani z kursu w AKT Watra) oraz Arek (znajomy Jacka).

Jaki plan? Pojechać tam i pozwiedzać (góry, wybrzeże, miasta, skalne miasta...). Czym dojechać? Pociągiem...

Podróż do Lwowa z Katowic - opuszczamy UE

Spotykamy się w nocy z piątku na sobotę 7/8 sierpnia 2009 w Katowicach na dworcu PKP. Stamtąd ruszamy zawalonym pasażerami pociągiem do Przemyśla. Najpierw trochę rozmawiamy, potem głowa na plecaku i nynu... Co jakiś czas budziła nas potrzeba fizjologiczna innych pasażerów (chcieli do WC dojść...).

Gdzieś od Krakowa (czy kawałek dalej) w pociągu zrobiło się luźniej więc najpierw nasza kobieta dostała miejsce w przedziale. Ale widocznie musiała "bardzo zasłużyć", bo siedziała z osobami intensywnie (i głośno) komentującymi polityczne sprawy Polski i Ukrainy. Mężczyźni dosiedli się do przedziału w którym można było przenocować :) Pewnie w nagrodę za dobre sprawowanie.

Wysiadamy w Przemyślu, chwila na wymianę drobnej kwoty na ukraińską walutę (hrywna ukraińska UAH) i wsiadamy w busika do granicy w Medyce. Informacyjnie: kurs wymiany jest w Przemyślu o wiele bardziej atrakcyjny niż np. na Śląsku. No i do tego hrywna leci na łeb na szyję...

Wracamy do busika: w środku pełno Polaków z wielkimi plecakami (z tego powodu było można zauważyć lekkie niezadowolenie kierowcy - przecież te 2 miejsca na których te plecaki leżały mogły dać dodatkowy przychód... ;)) Przejazd do Medyki to było jakieś 2zł (może 3...).

Ruszamy spod dworca... Adaś krzyczy "Drzwi na tyle nie są zamknięte!". Na szczęście, żaden z plecaków nie zdążył wylecieć ;) Po kilkunastu minutach pojawiamy się na granicy. Wysiadka i zdążamy krokiem niespiesznym na przejście graniczne. A tam tłum kilkudziesięciu osób: turyści z plecakami oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości przechodzący w wiadomych celach... I dwie kolejki: UE i reszta świata. Do polskich celników stoi dłużej reszta świata a do ukraińskich UE (czyli my).

W tłumie: "Czy poda ktoś parę tych karteczek, które trzeba wypisać?". Na tej karteczce trzeba napisać swoje dane, po co się jedzie na Ukrainę, w które miejsce... Dostałem okrzycz bo czegoś tam nie wypisałem (chyba tego, że przechodzę pieszo granicę :D ) Najlepsze jest to, że karteczka jest po ukraińsku i angielsku a wszyscy ją wypisują po polsku (lub mieszanie). U mnie było "cel podróży": turistic oraz "jak": pieszo :D

Dostałem pierwszą pieczątkę w nowym paszporcie, połowę karteczki i opuściłem pierwszy raz UE (nie liczę okresu gdy PL nie było w UE :D ). Za granicą kantory, sklepiki, bary no i przystanek marszrutek. Czyli busików jeżdżących to tu, to tam... Wsiadamy do takiej do Lwowa, czekamy aż się zapełni do ostatniego miejsca. Cena przejazdu marszrutką do Lwowa: 15 hrywien. Jeszcze przed odjazdem zakupujemy pierwsze ukraińskie piwo... Koszt piwa to jakieś drobne hrywny (w przeliczeniu 1-1,5 zł). Za naszym przykładem idą kolejni pasażerowie busika... Ciężko się je piło w czasie jazdy po niezbyt równej drodze do Lwowa.

W busiku grupa 8 osób z Przemyśla (proszę zapamiętać nazwy grupek spotykanych, bo będą się powtarzać :D ). Dziwią się, że jedziemy do Lwowa nie mając kupionych biletów na pociąg... Ktoś z nich wcześniej zrobił sobie wycieczkę do Lwowa w celu zakupu takowych... U nas to nie wchodziło w grę: za daleko i nie znaliśmy terminu wyjazdu jeszcze parę dni temu...

W czasie jazdy adaś zaczął czytać słowa na sklepach, reklamach. I cieszył się jak dziecko gdy mu się udało przeczytać хот-дог (czyli Hot-dog :D ). Nie miałem wcześniej do czynienia z cyrylicą, więc to nowość dla mnie.

Kilkadziesiąt godzin w pociągu do Symferopolu

We Lwowie poszukiwania kantoru (dziura w ścianie) oraz próba zakupu biletu w kasie. To teraz napiszę o dworcach ukraińskich: cuda... Dworzec we Lwowie to budynek, który kojarzy mi się od wewnątrz z dworcem w Bielsku-Białej. Z tym, że kilka razy większym (dworzec w Kijowie był jeszcze większy - zdjęcie obok właśnie kijowski dworzec przedstawia). I tłumami podróżnych, kilkunastoma kasami (i kolejkami do nich), czystymi poczekalniami... Ja chcę aby nasze dworce tak wyglądały. Wszystkie dworce, które widziałem w czasie podróży robiły bardzo pozytywne wrażenie.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , , ,

Lenin: "I'm lovin' it?"

dnia 26 sierpnia 2009, o godzinie 21:01:39

Znacie tego Pana? Ciekawe czy mu się podobają te kapitalistyczne parasole na placu pod jego pomnikiem...

Ukraina, Krym, Jałta.

Tagi: , , , , ,

Krym, kontrasty...

dnia 25 sierpnia 2009, o godzinie 12:02:36

Ukraina, Krym, Symferopol. Plac z cerkwią, czerwonymi gwiazdkami i czołgiem. Dużym czołgiem (na zdjęciu się nie zmieścił).

Tak, wróciłem. Relacja w trakcie pisania :)

Tagi: , , ,

Nowy snapshot? Też... ;)

dnia 07 sierpnia 2009, o godzinie 22:36:05

No dobra... Dziś nowe weekly Opery... Ale wpis nie o tym - poradzicie sobie sami? ;)

Wczoraj: scena - wielki pająk, stadion też w miarę duży... Ludzi pełno. Hihi... Koncert U2. Niesamowite wrażenie zrobił - a to fala na trybunach, a to mleczna droga z komórek, a to niesamowity dźwięk tupania... Flagi nie widziałem, bo widok mi zasłaniał czerwony brystol A3, chustki, szmatki, koszulki, polary i jeden Bono wie co jeszcze... No i muzyka :) Ładnie, ładnie... Szczególnie, że miejsca mieliśmy przy nodze pająka - było w miarę blisko sceny.

A dziś... Kierunek wschód → tam musi być jakaś cywilizacja. A dokładniej - Katowice → Przemyśl → Medyka → Lwów → 25h w pociągu → Symferopol. Czyli Krym. Relacja będzie. Nie będzie zdjęć (przynajmniej moich nie będzie... :/ ) Ale i tak będzie fajnie :)

Tagi: , , , ,

Rozkład jazdy autobusów/tramwajów/trolejbusów na komórkę

dnia 22 lipca 2009, o godzinie 12:40:43

Są pewnie jeszcze ludzie, którzy podróżują komunikacją miejską (muszą być, jeżeli się czasami do 820 w Chorzowie wcisnąć nie mogę ;)) I pewnie większość z nich ma komórki. I ciekawe ile z tych osób wie, że może rozkład jazdy ściągnąć sobie na tą posiadaną komórkę :)

Czyli wpis będzie o... komórkowych rozkładach jazdy. Pewnie takie wpisy były już dawniej, ale ja mam dopiero od niedawna możliwość korzystania z nich (odpowiednia komórka oraz istniejący rozkład dla GOP-u). Moim rozkładem został mMPK - głównie dlatego, że ma aktualny rozkład dla GOP-u. Głównie? Tylko dlatego ;)

Jakie ma opcje?

  • Rozkład wszystkich linii
  • Rozkład wg przystanków
  • Wpisujesz/wybierasz linię lub przystanek i wiesz co, i o której (a dodatek - gdzie ;) jedzie.
  • Wyszukiwanie połączeń (uwzględniające także przesiadki - szkoda tylko, że na przystankach o tej samej nazwie). Takie połączenia można sobie zdefiniować i następnie szybko wybierać.
  • Jest w miarę szybki i intuicyjny.
  • No i działa :)

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , , , ,

Karta płatnicza jak kredytowa... - czyli jak to adaś loty kupował...

dnia 11 lipca 2009, o godzinie 13:03:29

Taka informacja, która może się komuś kiedyś przyda. Parę dni temu musiałem zapłacić za kilka lotów samolotem (nigdy wcześniej nie rezerwowałem, więc nie wiedziałem jak się odbywają płatności).

Informacja: aby zapłacić należy wybrać rodzaj swojej karty kredytowej. No super. W rodzinie nikt nie ma takiej, znajomi też nie. Kicha... Na szczęście koleżanka mnie poratowała informacją: karty płatnicze z Inteligo oraz mBanku mają taką opcję. (dzięki Gosia ;) ) Tylko trzeba tę funkcję aktywować.

W mBanku jest to do wykonania przez internet: Karty → Zmiana limitów → Transakcje internetowe. Hura. Wszystko się udało. Loty zamówione. Ale teraz trzeba by było się jakoś zaopatrzyć w taką kartę w swoim (BZWBK) banku, aby w przyszłości nie było takich problemów.

Po wytłumaczeniu pani w banku o co biega dostałem informację o 3D-Secure - czyli o tym czego potrzebowałem. Na razie nie zdążyłem przetestować, ale powinno działać.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , ,

Jak to Lenny Kravitz Wianki rzucał...

dnia 22 czerwca 2009, o godzinie 20:15:23

W Krakowie w sobotę rzucały się do Wisły różnego rodzaju Wianki. Niejaki adaś też tam był. Ale do przybycia zachęciło go pojawienie się tam w tym samym terminie niejakiego Lennego Krawca. Jakimś wielkim jego fanem nie jestem, ale muzykę znałem i nawet mi się podoba. Czyli przypomnienie/pierwsze przesłuchanie jego muzyki nie było formą samoudręczenia. Wręcz przeciwnie.

No to jakie wrażenia z Wianków? Skład mej grupy - w sumie 8 osób (przedstawiciele magistrów/inżynierów, studentów politechniki śląskiej oraz UJotu, UŚia...). Czas akcji - od około połowy koncertu Vavamuffin do końca Wianków.

Najpierw przejście z okolic mostu Grunwaldzkiego wzdłuż Wisły i Wawelu. Deszcz z góry. Błoto na dole. Czasami kobieta z wiankiem. Na głowie. W okolicy Smoka Wawelskiego widok na scenę zasłaniały czarne płachty - pewnie dlatego aby było przejście.

Dziwiło nas też to, że nikogo z piwem nie było... No tak... Kulturalne miasto, a my tu chcemy pić piwo pod chmurką. Przepraszamy.

Specjalne pozdrowienia dla osób, które zapamiętałem:

  • dziewczyny w niebieskich gumiakach, żółtym ubraniu oraz wianku tańczącej pod Wawelem (koło Toy-Toy-ów)
  • dziewczyn tańczących na murku w samych skarpetkach
  • dla pozytywnej grupki osób śpiewających/tańczących piosenki Markowskiej przy murku naprzeciwko sceny (hehe :D )

Kolejne pozdrowienia dla tłumu dziwnie patrzących na nas ludzi. Znaczy musieliśmy dziwnie wyglądać śpiewając na Markowskiej. Potem śpiewając (tak się nam wydawało) w długiej przerwie różne piosenki: "Uśmiech się" i "Orkiestrę" Pogodna, "Idzie Wojna" Siekiery, kilka piosenek Kultu Kazika czy też "Jesteś Szalona" Boysów oraz "Barbie Girl" Aqua (serio :D ).

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , ,

Niuchanie krokusów w Dolinie Chochołowskiej

dnia 18 maja 2009, o godzinie 18:59:02

Człowiek zrobi wiele aby pochodzić po Tatrach. Wstanie o 3:20... Wyruszy o 4:00 (jednakże wcześniej będzie marudził o przesunięcie terminu wyjazdu co najmniej godzinę - snu trza...). Poprowadzi pojazd mechaniczny, który wielkiej mocy do rozpędzenia nie ma. Będzie pomstował na wolniejsze pojazdy (czyt. rowery, maluchy, fotoradary), że znów się trzeba rozpędzać...

Ale ten człowiek będzie silny. Nie da po sobie pokazać słabości. Nawet gdy na dwójce silnik wyje, a oczy mówią: "zmruż powieki"...

W weekend przedmajowy udało się zorganizować (dzięki Pani ŚUM-owatej) wyjazd na niuchanie krokusów w Dolinie Chochołowskiej... Start z TG o 4 rano, potem Mikule, Glajwic i Tychy. Z Tychów 3 wehikuły ruszyły w stronę słońca i gór. Trasa wiodła przez Pszczynę, Bielsko (chyba co skrzyżowanie fotoradar...), Żywiec i Korbielów (musieliśmy się rozpędzić, a ktoś nowym samochodem tarasował nam drogę jadąc 40...) Potem chwila przez Słowację, obok jeziora Orawskiego, ponownie przez granicę do Chochołowa. Aż wreszcie wita na Witów i wlot do Doliny Chochołowskiej. Okazało się, że najsłabszy samochód przyjechał pierwszy :D (bo na nas czekali na granicy ;).

Śniadanko o 9. W mocnym słońcu. Jakub terrorysta prezentował się nad wyraz "ciepło" w polarze i zimowej kurtce... Ruszamy do kolejki po bilet do parku. Tam patrzymy jak wygląda traktoropociąg z pasażerami upchanymi prawie jak w 820/840/870 KZK GOP. Przekrój turystów bardzo duży, ale chyba naszymi w miarę dużymi plecakami przyciągaliśmy wzrok.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , ,

Ręce wiszą na linie... Palenisko w Chorzowie

dnia 14 maja 2009, o godzinie 14:44:38

W weekend majowy (może za niedługo będzie wpis o nim) w Ogrodzieńcu przechodząc obok parku linowego zacząłem marudzić... "Chodźmy się powspinać... to nawet nie wygląda tak strasznie...". Dwie kobity (z lekkim lękiem wysokości) odwiodły mnie od tego pomysłu słowami: "Już nie zdążymy z Ogrodzieńca wyjechać". Ale obiecały, że pojedziemy do Parku w Chorzowie...

Pierwszy termin przełożony, bo jakaś tam "blondyna" powiedziała, że pojedzie, ale ostatecznie nie pojechała (jak zwykle). Na drugi jakoś ludzi też brakowało, ale... pojawiło się w Chorzowie 6 wspaniałych. 2,5 "silnych" mężczyzn, 3,5 pięknych kobiet... Jedna z ładnie zrobionymi paznokciami: "Ja się wspinać nie będę!".

Po wejściu do parku linowego widzimy jak na jednej z platform stoi dziewczyna (kilkanaście lat) i nie może się zdecydować czy skoczyć na tej linie jak Tarzan czy nie... Instruktor od tego momentu wszedł też na platformę i zaczął ją przekonywać, że da radę... Przejście troszkę trwało.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Kolej na rower

dnia 17 kwietnia 2009, o godzinie 09:08:10

PKP Przewozy Regionalne wprowadziło ciekawą promocję dla rowerzystów. Chodzi o możliwość przewozu roweru za złotówkę w weekendy (cały piątek, sobotę i niedzielę). Ale dopiero od 1 maja do końca września.

Wcześniej opłata za przewóz roweru wynosiła chyba jakieś 5zł... :) Teraz trzeba tylko znaleźć chętnych na wyjazd rowerowy i wsiąść w pociąg (jeżeli taki pociąg będzie jechał w interesujące miejsce).

Więcej informacji: pr.pkp.pl

Tagi: , , ,

O problemach kobiet z gumami

dnia 06 kwietnia 2009, o godzinie 21:36:16

Będzie rowerowy wpis - przyszła wiosna. Można jeździć... W sobotę gubienie się w lesie na północ od Tarnowskich Gór. Na niedziele był plan aby podjechać pociągiem do Zawiercia i zrobić wycieczkę po Jurze... No plany pozostały planami. Aby dogodzić wszystkim zostały zmienione na:

  • adas jedzie z TG do Gliwic, tam dołącza Żaba - wspólnie do Łazisk do Darii. Potem Patryk w okolicy Gostyni i do Kobióra po kolejne 2 osoby.

Ale nie... To by było za proste.

Godzina 9 start. Po kilku kilometrach przychodzi esemes od Żaby: "Nie dam rady być na 10. Walczę od 0,5h z kołem i nie potrafię go naplompać". No to próba wysłania przeze mnie sms-a kończy się niepowodzeniem - 0,01 zł na koncie. Puszczony sygnał - może odzwoni. A skąd! Odbiera i po sekundzie koniec rozmowy. Cały czas mam nadzieję, że jednak zadzwoni.

Do Gliwic dojeżdżam po około 70 minutach (myślałem, że będzie gorzej). Po drodze - może jednak dojedzie do tych Gliwic... No nic - pierwszy kobiecy problem z gumą.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Kurs Turystyki Wszechstronnej z gliwicką Watrą

dnia 23 lutego 2009, o godzinie 11:34:40

Jako, że w zeszłym roku udało mi się na tytułowy Kurs Turystyki Wszechstronnej zapisać (i nie żałować potem ;) to studentom Politechniki (a także osobom, dla których dojazd do Gliwic problemu nie sprawi) polecam. "Ale co chodzi?" Po prostu co tydzień/dwa są "wykłady" (bardziej pokazy slajdów, pogadanki itp.). A do tego w weekendy wyjazdy w różne dziwne miejsca :)

Mi się udało m.in. jeździć na nartach po Pilsku z plecakiem i gitarą, płynąć pontonem po Białce Tatrzańskiej (rafting), galopować na koniu (móóój tyłek), popływać na jachcie. Wyjazdy kosztują tyle ile dojazd na dane miejsce i jedzenie - czyli zazwyczaj niewiele. Sprzęt macie dostępny, noclegi zazwyczaj zapłacone, lub darmowe...

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , ,

Walentynkowe Gorce z sercem na tyłku

dnia 22 lutego 2009, o godzinie 21:54:03

Pobudka 3 rano. Jeden autobus, drugi autobus... Katowice witają :) Jako, że do pociągu jeszcze chwila to odganiamy jednego kolesia proszącego o złotówkę:

Co będę owijał w bawełnę... Na wino mi brakło...

Potem przechodzi zobaczyć jak wygląda dojście na perony dla osób niepełnosprawnych. Wygląda genialnie - najpierw dzwonek na wysokości głowy. Głowy stojącego człowieka. Potem otwierają bramę i delikwent na wózku przejeżdża przez nieznane otchłanie dworca, wyjechać na powierzchnię windą towarową... Nie mieliśmy odwagi zadzwonić...

Dojeżdża kolejni ludzie z ekipy. Wsiadamy do piętrowego składu i rozpoczyna się poranny śmiech :) Do Krakowa z lekkim opóźnieniem dojeżdżamy - Kuba terrorysta na cały głos oznajmia, że:

Zapomniałem, że tu się wjeżdża do ciemnoty...

Na szczęście Krakusi chyba mają spokojne usposobienie, bo żadnych rękoczynów nie było. Przechodzimy na dworzec autobusowy w poszukiwaniu naszego autobusu. I wyryte zostaje nam w umysłach wyrażenie: "...na dolnej płycie dworcaaaa". Pasażerowie musieli się dziwić jako pomagaliśmy zwiększyć słyszalność zapowiadającego dopowiadając te słowa do każdej jego wypowiedzi. Z taki długim przeeeeciągnięciem.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Wspólny bilet w GOP-ie - wyślij mejla

dnia 19 lutego 2009, o godzinie 20:28:58

Czym jest wspólny bilet na autobusy i pociągi w okolicach Katowic? Marzeniem. Takim nie spełniającym się od dawna. Jest tu tyle linii kolejowych i autobusowych, a połączyć tego "ci u góry" nijak nie potrafią. No i zamiast 35 minut pociągiem z Gliwic do Katowic czy 20 do Bytomia to ludzie jadą pełnym autobusem ponad godzinę... Czadowo...

KZK GOP (wszyscy ten związek uwielbiają ;) miał plan, że wprowadzi takie super, piękne i niewiadomocojeszczemające karty chipowe (czy też zbliżeniowe). No i obiecał, że będą za 2 lata i że będzie to bilet na autobusy, tramwaje, pociągi, kina, teatry i pewnie szalety miejskie też... Ale się przeliczyli z czasem i zmienili termin (jakie to kazetkagopowe ;) Na 2013 rok przełożyli (ironicznie zapytam: "a EURO?"). A zwykłego papierowego biletu wspólnego wprowadzić do tego czasu to się nie da? Drzew szkoda na papier?

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Elektrociepłownia Szombierki murami was zachwyci...

dnia 02 lutego 2009, o godzinie 23:32:26

Wstać rano. Wsiąść do autobusu do Bytomia. Po co? Na Kraftwerk :) A dokładniej do Elektrociepłowni Szombierki. W Bytomiu jesteśmy z Pawłem o 9:50, Andzia już czeka na dworcu autobusowym. Teraz ruszamy na dworzec PKP - pierwsze zdjęcie w tunelu, potem statyw i panoramka hali peronowej w Bytomiu - jedna z ostatnich w Polsce.

Przyjeżdża po chwili pociąg z Gliwic. z którego wysiada około setki osób - okazało się, że wszyscy specjalnie na Szombierki. 2 kobiety zamiast iść za tłumem poszły w przeciwnym kierunku ;) Telefonicznie trzeba je ściągnąć w naszą (dobrą) stronę.

Przechodzimy na przystanek wąskotorówki a tam tłum z aparatami i statywami. Paweł zrobił tylko jedno zdjęcie w czasie całego wypadu, bo: "jak zobaczyłem ile osób ma aparaty to mi się odechciało...".

Po kilkunastu minutach podjeżdżają 2 wagoniki pchane przez spalinową lokomotywę produkcji rumuńskiej. Powolutku upychamy się w wagonikach - organizatorzy mówili, że liczba osób ich przerosła. Widocznie ludzie są głodni przemysłowych wrażeń. W końcu to ludzie ze Śląska ;)

Po 10 minutach dojeżdżamy pod płot elektrociepłowni - teraz kawałek piechotą i jesteśmy na terenie Elektrociepłowni Szombierki - wielkiego ceglanego budynku z 1920 roku. W 4 około 40 osobowych grupach zaczynamy zwiedzanie - najpierw wchodzimy bramą pod wieżą zegarową na dziedziniec. Brzmi tak jakbyśmy wchodzili na zamek. W pewnym sensie tak to wyglądało. Nad nami góruje wieża zegarowa z 2 największym czterostronnym zegarem w Polsce (zaraz po PKiN w Warszawie). Z tym, że ten nie działa, bo gołębie obs... popsuły mechanizm ;)

Wchodzimy do budynku na "poziom zero" - witają nas koleby - wagoniki na szynie przymocowanej do sufitu. To tutaj odbiera się żużel oraz doprowadzana wentylatorami powietrze. Po drodze mijamy się z drugą grupą. która weszła innymi drzwiami ;)

I już jedna pani fotograf z Knurowa zdążyła się zgubić i wzywała pomocy telefonicznie ;) Byli też tacy, którzy przewodnika widzieli tylko w pociągu - mieli później tzw. indywidualne zwiedzanie z aparatem i statywem...

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

Szombierkowanie w Kraftwerk Oberschlesien - Elektrociepłownia Szombierki zaprasza

dnia 28 stycznia 2009, o godzinie 15:22:49

Jako, że są ludzie zboczeni na punkcie elektrowni to proponuję im ulżenie swojemu zboczeniu i zwiedzenie Kraftwerk Oberschlesien (Elektrociepłowni Szombierki) w Bytomiu. Nie zboczeni na tym punkcie też znajdą coś dla siebie. Elektrociepłownia jest jednym z ważniejszych zabytków przemysłowych na Górnym Śląsku.

Aby nie być gołosłownym polecam troszkę informacji i zdjęć m.in w Wikipedii, a także w mmsilesia.pl. I taki jeden cytat, mówiący, że to nie jest już taka zwykła elektrociepłownia:

W historycznych murach elektrociepłowni od kilku lat goszczą tancerze, odbywają się spektakle tańca i spektakle teatralne. Tutaj tworzą artyści i plastycy, zawody rozgrywają łucznicy. To również doskonały plener filmowy. Nawet nowożeńcy uwielbiają się fotografować w tych magicznych miejscach. I głównie dzięki temu władze Bytomia pragną przekształcić obiekt w ogromny kompleks kulturalno - wystawowy. Główna hala zakładu ma prawie 200 metrów długości i może pomieścić nawet 1000 osób.

Dodam jeszcze, że to jej kominy zostały wykorzystane na okładce płyty Pink Floyd (ciekawe czy ktoś mnie za ten tekst okrzyczy za chwilkę...) :D

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , ,

W Tatry - sylwestrowa, spóźniona relacja

dnia 18 stycznia 2009, o godzinie 20:12:03

Godzina 3:30 - pobudka. Trzeba zdążyć na pierwszą 19 do Bytomia, a potem na pierwsze 820 do Katowic. A po co tak wcześnie? A po to aby się jeszcze tego samego dnia pojawić na jakimś tatrzańskim szczycie... (niekoniecznie wysokim). Na dworcu w Katowicach spotyka się 5 wariatów i jedna jeszcze nie zwarjaciowała...

Ruszamy do miasta pod ziemią

Wsiadamy do osobówki do Krakowa. Na peronie obok stoi sobie TLK do Zakopca (pociąg jadący wolniej niż osobówka, a na dodatek spóźniona godzinę i jeszcze droższy). Będzie nas gonić... Ale my się nie damy... i uciekniemy ze średnią prędkością 50km/h... W pociągu mamy spokój. Współpasażerowie niekoniecznie go mają jeżeli słuchają naszych inteligentnych rozmów... W Krakowie bieg z peronu na peron ("W prawo, a nie w lewo!!"). Na schodach uratowałem komuś spadające jabłko... Ale zdążył mi ten ktoś zwiać, więc nie otrzymał go z powrotem.

Pociąg do Zakopanego pustawy. Można się wygodnie rozsiąść i zasnąć... Nie, my nie zasypiamy... my kontemplujemy wschodzące słońce przemieszczające się po nieboskłonie z zawrotną prędkością (a może to pociąg zmieniał kierunki co chwilę, że "nasza gwiazda" raziła mnie cały czas?).

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , , ,

Inne wpisy (wcześniejsze i nowsze):
← Wcześniejsze wpisyNowsze wpisy →