adasiowe miejsce
Witam na moim jogu (lub jak kto woli blogu). Żadnych tajemnic tu nie zdradzę... Chyba. A jak zdradzę to znaczy, że to tajemnicą nie było. Wpisy marudne, śląskie, operowe, podróżnicze, fotograficzne i inne. Słowem ... nie da się jednym słowem.
Poszukiwania nagich Szwedek w Sztokholmie - przedłużony weekend w Szwecji
Nie wiem już o co chodziło z nagimi Szwedkami ;) W każdym razie pojechaliśmy odwiedzić znajomych w Szwecji na początku października. Liniami Wizzair z lotniska w Katowicach. Dzień przed odlotem byliśmy na imprezie w Jazz Clubie w Tarnowskich Górach - heh... byłem pierwszy raz o chyba podstawówki na jakiejś imprezie w TG :D Niezły ze mnie mieszkaniec. Ale to nieważne.
W okolicy południa w sobotę ruszamy do Pyrzowic, Ja, Andzia i Monika - w Świerklańcu, w parku krótki spacer w oczekiwaniu na busa (taa... i tak biegliśmy na busa mimo, że było czasu, że hoho). Potem na lotnisku obserwujemy psa, który przeglądał się w drzwiach do kontroli bezpieczeństwa. I tak odciągnął uwagę strażników (tzn. śmiech nie schodził pasażerom i strażnikom z twarzy), że kontrola przebiegła tak jakby jej nie było. Strażnicy mało ambitnie próbowali go wyprowadzić z terminalu ("No chodź piesku/pieseczku za mną, pójdziemy na zewnątrz, tam ci się spodoba").
W samolocie jak zwykle sen. Na lotnisku Szkokholm Skavsta poszukujemy busa do Sztokholmu (drogo... automaty nie przyjmują banknotów, wiec bilety kupić trzeba w okienku na drugim końcu terminalu - tam przechodziliśmy chyba wcześniej). Kierowca nie sprzedaje). W Sztokholmie (a dokładnie w Danderyd, stacja metra Mörby centrum) mamy umówionego kolesia (przez CouchSurfing), który udostępni nam miejsce do spania. Po około godzinie/półtorej jesteśmy na Cityterminalen. Czyli głównym dworcu autobusowym, dworzec kolejowy zaraz obok (także stacje metra wszystkich linii również w okolicy).
Jest godzina - po 20. Najpóźniej o 22 mamy być na stacji metra na przedmieściach miasta. Mamy numer telefonu do kolesia, więc to marudzę: zróbmy nocny spacer. No to przeszliśmy przez część centrum (nie przeszliśmy przez żaden most jednak) i gdy już był czas na szukanie metra zaczęliśmy dzwonić i pisać esemesy. Nie dało rady aby go poinformować, że się lekko spóźnimy... :D No i wyszło na to, że czekał na nas na stacji metra około 30-40 minut... Dobrze, że chociaż czekał :)
Kim był nas dachodawca? Cichomówiącym Brazylijczykiem. Przygotowaliśmy w jego kuchni (wspólnej z innymi osobami) kolację z kabanosów, sera żółtego i jeszcze jakichś rzeczy przywiezionych z PL. Pokosztował, ale nie wyjadał kabanosów jak to czynili kiedyś znajomi z Holandii/Indonezji) :D Obiecał nam, że następnego dnia nas oprowadzi po mieście. I zapytał o której chcemy wstać... Gdy usłyszał, że o 8... "To wiecie co... ja wam dam znać później i dojadę do was". W końcu nie dojechał :D
No to ruszamy na stację metra. Metrem (czadową mają nazwę metra: Tunelbana - w Silesii jest podobnie "lukej synku, tu bana bez tunel jedzie") przejeżdżamy m.in. wiaduktem nad jakąś wodą - nocą tego nie było widać. Wysiadamy na T-Centrallen i idziemy na w stronę ratusza. Po drodze mijamy w miarę interesujący, nowoczesny budynek złożony z metalowych prętów.
Rowerem na dworzec codziennie? Czemu nie!
Od maja dojeżdżam rowerem codziennie rano 1-2 km (wow! co za odległość, co nie? ;) ). A potem po pracy z powrotem. Rower zostawiam przyczepiony linką do płotku w okolicy dworca autobusowego w Tarnowskich Górach. Obok stoi zazwyczaj kilka innych rowerów (maksymalnie stało około 7-8). Motywację mi dał wpis na blogu Szymczaka.
Potem wchodzę do autobusu i jadę do pracy. Kierowca już mnie chyba kojarzy, bo jak jestem minutę po czasie odjazdu to jeszcze na mnie poczeka :D (stawiam go tak, że kierowca widzi czy już jestem czy nie - 100m odległości). Przez pewien czas brałem siodełko do plecaka "a nuż ktoś by chciał rower ukraść, to taki bez siodełko mniej go skusi". Od chyba miesiąca siodełko olewam ;)
Pamiętam w maju rozmowę z jednym kolesiem przy tym płotku:
- A nie boisz się złodziei? Że ci rower ukradną?
- W sumie to rower ma z 10 lat. Jakby zniknął to nie będzie wielkiej szkody. No i dopiero 3 dzień tak jeżdżę.
- Ale rower to rower.
- No tak, ale biorę siodełko ze sobą - może to troszkę opóźni jego zniknięcie.
- No ja w sumie tez się zastanawiałem nad przyjeżdżaniem rowerem, bo nie chce mi się chodzić na autobus tych 10-15 minut.
Następnego dnia jak dojechałem, to koleś przyczepiał swojego górala. W sumie to nawet się cieszyłem - bo wtedy to jego miał najsensowniejszy wygląd :D Mój był drugi w subiektywnej kolejności "taki chciałbym mieć". ;) Od jakiegoś czasu nie ma tego pierwszego roweru - mam nadzieję, że nie zniknął w sposób zaboru mienia...
Tagi: autobus, dworzec, mzkp, rower, tarnowskie góry,
Niedasim urzędników da się pokonać? Stojaki rowerowe w Gliwicach
Pamiętacie moje i Ady marudzenie w sprawie stojaków na rynku Gliwickim? Dzisiaj mnie poinformowano, że w Gazecie Miejskiej pojawił się następujący tekst:
Pan Adam zastanawia się, czy na remontowanym Rynku w Gliwach powstaną stojaki rowerowe. Zwrócił się z tą sprawą do ZDM-u, które wykluczyło możliwość zmian w projekcie zaakceptowanym przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (odpowiedź z 25 sierpnia). Jednak jak zapewnia nas rzecznik prasowy gliwickiego magistratu, Marek Jarzęowski, stojaki zostaną ustawione:
– Pierwotny projekt nie przewidywał stojaków na Rynku. Jednak spore zainteresowanie gliwiczan rowerami jako środkiem komunikacji sprawiło, że zostały naniesione poprawki. Potwierdzam, że stojaki w tamtym miejscu powstaną i to solidnie zabezpieczone.
To miło. Co nie? :) Czyli niedasizm da się przezwyciężyć... Już pal licho, że nie wiem co to znaczy: "będę solidnie zabezpieczone", Ważne, że będą :)
Brak stojaków, a remont rynku w Gliwicach. Mejle w dłoń!
W Gliwicach remontują Rynek oraz kilka okolicznych ulic. Zapytałem się czy zamierzają tam postawić stojaki - dostałem odpowiedź.
Odpowiadając na Pana e-mail informuję, że na płycie Rynku (w Gliwicach) nie będą ustawione stojaki rowerowe. Projekt przebudowy został zatwierdzony przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz zostało wydane pozwolenie na budowę, wobec czego w chwili obecnej nie jest możliwe wprowadzenie żadnych zmian. Nie posiadamy żadnych informacji odnośnie stojaków na ulicach wokół Rynku.
Z poważaniem Barbara Hajda, ZDM Gliwice
A mnie ciekawi czy trudno jest wprowadzić zmiany jeszcze przed oddaniem rynku do użytku... Bo to, że ktoś wpadł na pomysł remontu rynku bez stojaków zakrawa na jakiś żart... Pomoże ktoś przekonać UM Gliwice do stojaków? Może macie jakiś kontakt z radnymi albo wystarczy list na bpr@um.gliwice.pl. Pomożecie? Jeszcze nie położyli nawierzchni, więc warto im pomarudzić. Studenci Politechniki! Do dzieła! Podobnie można marudzić innym miastom.
Tagi: gliwice, rower, stojaki, urząd miasta,


