adas@dziugger - jogger

adasiowe miejsce

Witam na moim jogu (lub jak kto woli blogu). Żadnych tajemnic tu nie zdradzę... Chyba. A jak zdradzę to znaczy, że to tajemnicą nie było. Wpisy marudne, śląskie, operowe, podróżnicze, fotograficzne i inne. Słowem ... nie da się jednym słowem.

Napisz list w sprawie wspólnego biletu w GOP-ie

Adaś stachurzysta wizjoner

dnia 13 maja 2006, o godzinie 22:52:19

No musiałem to wkleić dla potomności :)

Przewodnik stachurysta wizjoner (wspomnijmy dokonania naszego kolegi Adama D.):

motto "... będziemy szaleć nienagannie ! Będziemy naprzód niesłychanie ! Ku polanie ! (...)".

Przewodnik mający swoją wypaczoną wizję górskiej wędrówki i trzymający się jej ściśle pomimo braku zaangażowania grupy; często tego rodzaju postawa czerpie z innych nurtów np.: z raftingu (umiejętne prowadzenie w terenie, tak aby zapewnić grupie maksimum doznań związanych z wielokrotnym przekraczaniem strumieni, rzek i mokradeł).

Tak, to o mnie ;) A wszystko dlatego, że prowadząc grupę musiałem z pewnej polanki wyprowadzić ją do pewnej (i tak nieistniejącej) słowackiej wioski. I nie ma bata - przez rzekę i tak mieliśmy przejść. A, że tam gdzie myślałem, że będzie mostek ("nadzieja matką głupich") to trzeba było sie zmoczyć :) No i parę jarów się przeszło...

Istnieją także inne wersje stachuryzmu → więcej znajdziecie na stronie kursu :)

p.s. Miałem napisać o tym kursowym wyjeździe oraz o następnym nie kursowym ale jakoś mi się nie chce ;) Taki leniwy jestem. A teraz jak bym zaczął to by już to sensu nie miało - pisać o weekendzie majowym tydzień po nim? Ehh...

Nie ma mnie tu... Będe jak wrócę :)

dnia 28 kwietnia 2006, o godzinie 13:31:08

Heheh... Weekend się zaczął a ja wybywam dziś stąd daleko na bardzo długo. Jakby to powiedziała pewna koleżanka, będe: "In the middle of the nowhere...".

Dokładnie plan jest taki: Najpierw w Góry Bukowskie (czyli takie słowackie Bieszczady). Przejście z nich na polską stronę (tam 5 dni). Następnie jazda do Sopotni Wielkiej koło Jeleśni na kolejne 4 dni. W sumie wrócę za tydzień i 2 dni. Jak to miło, że udało się zajęcia poprzekładać. :)

Ale jest minus. Aparat fotograficzny pojechał sobie na wycieczkę do Chorwacji, więc nie pomogę w dodawaniu zdjęć do Wikipedii. Szkoda... Ale poopisuje troszkę po powrocie.

p.s. nie chce ktoś za mnie paru projektów (odpylanie, pompy) zrobić? Przez ten weekend ;) Nie chciało mi się wcześniej...

Nutella

dnia 24 kwietnia 2006, o godzinie 20:05:26
nutella

Czego to człowiek nie zrobi aby zjeść chleb z nutellą w chwilę po wyjsciu ze ścieżki prowadzącej potokiem na miarę suchy teren. Wysiłek fizyczny chyba powoduje, że dostajemy "smaków" w różnych momentach.

Nie próbujcie robić tego w domu. Nie smakuje tak jak powinno ;)

Pozdrowienia dla narciarzy z Kasprowego

dnia 18 marca 2006, o godzinie 13:22:40
Narciarze w kolejce na Kasprowy

W dzień kobiet wchodziłem na Kasprowy. Piechotą. Od Kuźnic przez Gąsienicową. No i po drodze kilku narciarzy chciało zdjęcie (zaprezentowane obok). Wjeżdzali na kolejką z Kotła Gąsienicowego. A ja szedłem piechotą :) Krzyczeli z kolejki:

Wyślij nam je na www@com!

Ale pojawiły się problemy - mejle nie dochodzą ;) Postanowiłem, że je zamieszczę tu. :) Może się znajdą jakimś cudem. Ale, żeby potem nie było, że nie wysłałem...

W drodze na Kasprowy podziwiałem innego narciarza wchodzącego w tym samym czasie. Ale on wchodził na nartach. Miał niezły wycisk. Ale wszedł... Ci co tylko zjeżdzali to jakieś lenie musiały być ;)

Ornaka zlikwidowało @#%!^& PKP

dnia 01 marca 2006, o godzinie 22:50:53

PKP - taka firma kolejowa z Polski zlikwidowała Pociąg "Ornak" z Katowic do Zakopanego... Nic tylko ich udusić... To jest... tfu... to był ten pociąg, w którym się zorietnowałem się, że zgubiłem dokumenty. Pamiętam taką charakterystyczną jazdę nim z Nowego Targu 2 stycznia tego roku. Na pociąg czekało jakieś 200 osób - weszła do niego może z połowa - reszta została na peronach. Gdybym ze 4 znajomi nie wepchał się do klozetu z plecakami to byśmy zostali także... Podawanie butelki rumu, ciasteczek z klozetu do środka przedziału miało pewien klimat... (a ten wzrok siedzących na siedzeniach bez rumu - bezcenne ;). Plecaki w klozecie zostały całą drogę - jak ludzie korzystali z tego przybytku w takim ścisku to ja nie potrafię sobie wyobrazić. Na szczęście za wielu śladów swojej bytnośni nie zostawili na plecakach.

A teraz @#%!^& PKP zlikwidowało to jedyne normalne połączenie kolejowe Katowic z Zakopanem. Pociąg jechał 5 godzin (od 7 do 12), zawracał chyba na 4 stacjach ale był przyjemny... Był... Ale dlaczego go zlikwidowali to nie wiem... Teraz sobie mogę pośpiechem dojechać do Zakopca. Albo jeszcze InterCity... Ehh...

Niech wreszcie sie zaczną pojawiać jakieś inne firmy kolejowe (bardzo kibicuje Kolejom Nadwiślańskim na Górnym Śląsku). Może PKP zmądrzeje...

Bałwanki-halucynki pod Romanką

dnia 09 stycznia 2006, o godzinie 22:14:30

W ten weekend odbyło się przejście kondycyjne z kursu przewodnickiego. A polegało to na tym, że sobie szliśmy z jednego miejsca do drugiego. No niby nic takiego dziwnego, prawda? Dziwne w tym było to, że wyruszyliśmy z Węgierskiej Górki o 20:30 w Piątek. A do chatki w Lachowicach około 19 dnia następnego (godziny nie pamiętam już dokładnie). Druga część osób szła z Korbielowa szlakiem granicznym do Głuchaczek i dalej na tą samą chatę.

Przeczytaj cały wpis...

Gorce zimą w śniegu toną

dnia 27 grudnia 2005, o godzinie 17:31:25
Rząd przyszłych Harnasi w Gorcach

Haa... :) W Gorcach byłem w weekend przed świętami, ale dopiero teraz udało mi się zdjęcia umieścić w sieci. A w Gorcach weszliśmy z Koninek na Turbacz. Szlak latem przechodzi się w 3 godziny. My (przecierając go) prześliśmy go w około 6. Najpierw śniegu było po kolana, potem "po małego", aż się zakopaliśmy po pas. Aparat raz wylądawał w śniegu (przeżył). A moje palce przy wiązaniu sznurówek dziwnie się zachowywały...

Celem było dojście na bacówkę pod Obidowcem, ale nam nie wyszło. Zostaliśmy w schronisku na Turbaczu gdzie otrzymaliśmy od harcerzy barszcz z uszkami i pierogi :) No i nocleg udało się nam załatwić w jadalni (czyli za dychę).

Następnego dnia pogoda się poprawiła - było wreszcie coś widać (nawet troszkę Tatry). Zeszliśmy do Nowego Targu na pociąg.

Relacja fotograficzna na my.opera.com/adas/albums - jak zwykle tylko na jednym zdjęciu jestem. Dziwne... ;)

Czy wierzę w ludzi? Ojej... Chyba tak...

dnia 03 grudnia 2005, o godzinie 21:04:28

Dziś rano miałem jechać pociągiem na Mikołajki Łemkowskie z tego kursu przewodnickiego, o którym już parę razy pisałem. Zapakowałem się i o 5:45 wyszedłem z domu. Po 5 minutach przypomniało mi się, że zapomniałem ochraniaczy na buty - a mieliśmy chodzić po śniegu troszkę. Na autobus 820 (jedyny, którym mógłbym na pociąg dojechać) byłem już spóźniony troszkę. Z ochraniaczy, więc zrezygnowałem. Wbiegłem na dworzec autobusowy i widziałem jak odjeżdża taki czerwony duży pojazd. Udało mi się jakimś cudem go go dogonić na głównej drodze. Zamachałem ręką. Kierowca wpuścił mnie. W Bytomiu się jednak zpsuł (nie kierowca a autobus), ale na szczęście stał już drugi.

Doszedłem na dworzec PKP w Katowicach. Do kas była kolejka - a pozostało 10 minut do odjazdu pociągu (nie mają więcej kasjerek czy co?). Kupiłem bilet do Huciska. Zapłaciłem 9,13 zł. Kobieta jeszcze latała między rozmieniać 100 złotowy banknot. Znowu parę minut zmarnowane. Zostały 2 do odjazdu. Wkładam bilet i resztę do portfela. Portfel wkładam do kieszeni w kurtce. No i ruszam (ruszyłem już chyba wtedy jak wkładałem pieniądze do portfela - wyobraźcie sobie - tak jak w Matriksie) biegiem na peron 4.

Wsiadam do pociągu relacji Katowice - Zakopane do drugiego składu (zawsze się spotykamy w ostatnim wagonie/przedziale). No i się przedzieram przez cały skład na koniec. W międzyczasie pociąg rusza. Dochodzę do ostatniego przedziału - pusto. "Czyli znowu im się kierunki pomyliły" - uśmiecham się do siebie i wkładam rękę do kieszeni kurtki.

Nie ma portfela!!!

Zauważcie, że po włożeniu portfela przy kasie nie zasunąłem zamka tej kieszeni. Szukam w innych kieszeniach. Nic. Pusto. Pustka.

A w portfelu sobie siedziały:

  • dowód osobisty,
  • prawo jazdy,
  • legitymacja studencka,
  • karta bankomatowa,
  • chipowa karta zdrowia (ta od śląskiej kasy chorych),
  • 90 zł,
  • bilet kolejowy oraz
  • karta biblioteczna.

No nieźle. Z wyjazdu nici. Prawdopodobnie portfel wypadł gdy biegłem. I jeszcze wydatki będą (30 zł za dowód, 75 za prawo jazdy, 25 za kartę bankomatową + za zrobienie zdjęć). @#$@#%# Prawie na Mikołaja. &^$%^##@!@ Jako prezent. Wrrrr!!!!

Zadzwoniłem do osób z kursu i poinformowałem, że jednak nie dojadę bo... Wysiadłem na Ligocie. Po 10 minutach wsiadłem do pociągu relacji Zwardoń - Katowice. Wysiadłem o 7:30 na dworcu - na tym samym peronie i nosem przy ziemi szukam, patrzę, zaglądam do śmietników. Mijam tych wszystkich dworcowych pijaków i innych meneli. I nadzieja gaśnie. Dochodzę do kasy. Kasjerka odsyła mnie do informacji PKP. Tam mnie odsyłają do okienka kasowego nr 1. Tam jest biuro rzeczy znalezionych.

W tym okienku była miła kobieta. Porozmawialiśmy sobie o tym gdzie miałem jechać, jak się to stało. Trochę współczuła, zawołała przez megafon policjanta (ten się ociągał troszkę). Wcześniej jeszcze zaproponowała abym sie z osobami sprzątającymi dworzec dogadał (też przez megafon byli wołani - ale nie przyszli).

Pojawił się za to pan policjant. Spisał mnie. Zaanonsował mnie na komisariacie coś tam poradził i se poszedł. No nic, idę na poszukiwania osób sprzątających. Znalazłem gościa (50 lat - wygląd na 70) zamiatającego schody. Zagaduje czy coś znaleźli. Ten się nieźle mnie wystraszył. Najpierw coś tam wymamrotał "Nic nie wiem". No i poszedłem. Zauważył, że nic mu nie zrobię to mnie zawołał i pokierował na miejsce gdzie śmieci oddają...

W drodze jeszcze spytałem się babci sprzedającej lizaki/serca. Też się strasznie wystraszyła - nie wiem czy oni się wszyscy tam tego boją? Nieważne. Znalazłem gościa głównego od śmieci - nic nie miał. Ale powiedział, że wrzucają takie rzeczy do policyjnej skrytki.

Ruszyłem na posterunek. Wchodzę. "Pan od zagubionych dokumentów? Pan sobie siądzie." Siedziałem jakieś 15 minut. Przeczytałem nawet "Zasady etyki zawodowej policjanta". Nie wiem ale po rozmowie prowadzonej przez 3 takich gdzie co 2 słowo nie nadaje się na tego akurat bloga akapit o dawaniu obywatelom przykładu stał się nic nie znaczący. Podałem swoje dane. Zadzwonili do banku gdzie kartę zastrzegłem. Wydrukowali moje zdjęcie z prawa jazdy (albo skądś tam) i zostałem przejęty przez byłego studenta Politechniki Śląskiej (na wydziale obok mojego - MT). Tam złożyłem zeznania. Podpisałem jakieś papiery. Nawet w pomieszczeniu był ocenzurowany plakat - dorysowano zielonym mazakiem bieliznę takiej jednej z kalendarza...

Przy wychodzeniu z komisariatu usłyszałem jeszcze jedno zdanie:

Studentom to powinni dokumenty zaszywać po skórą. Mielibyśmy 90% mniej roboty.

W tle leciało poranne M jak miłość.

Wsiadłem do autobusu. Jakieś drobne mi po kieszeniach zostały - miałem na bilet. W domu kazanie.

A teraz Happy End: godzina 19:34 - telefon. "Czy to zastałem pana Adama Przemysława... Dziś na dworcu znalazłem pana portfel. Z pieniędzmi.". Ten ktoś jechał IC do Warszawy z tego samego peronu - naprzeciwko stał pociąg do Zakopca (czyli ten mój). Znalazł mój numer telefonu przez informację numerów. Mam się pojawić w Świętochłowicach po odbiór. W poniedziałek. Nie wierzyłem temu co słyszałem.

No i może morał? Wierzyć w ludzi chyba należy. No i jeszcze: "Co drugi bardzo głupi ma szczęście". A ja się teraz zastanawiam jak się mu odwdzięczyć. Ma ktoś jakiś pomysł.

p.s. Ktoś ten wpis przeczytał do końca? Jak tak to współczuję ;)

Jaskinia - ciemno, straszno, świetnie...

dnia 29 listopada 2005, o godzinie 23:04:44
W trasie

W ten weekend byłem na kolejnym wyjeździe z kursu przewodnickiego. Tym razem był to wyjazd speleologiczny (chociaż kurs tego tematu nie obejmuje).

W sobotę dojechaliśmy do Bielska pociągiem. Tam przesiedliśmy się do Autobusu miejskiego do Wapienicy. Szlakiem niebieskim przeszliśmy obok zapory na Wapienicy im. Ignacego Mościckiego. Miałem za zadanie znaleźć jakieś informacje - jako brudnopis wykorzystałem Wikipedię i tam artykuł o tej zaporze utworzyłem. Bo go nie było wcześniej.

Następnie przez Palenicę doszliśmy na Błotny. Po drodze mijaliśmy ilości wody w stanie stałym - dokładniej śniegu. Można się było porzucać ;) Nie tylko śnieżkami - sobą nawzajem też.

Wieje na Błotnym...

W schronisku na Błotnym zapłaciliśmy za wrzątek (ehh...) na herbatę. Ze szczytu nas prawie zwiało. No i ścieżka została przez zaspy białego puchu zasypana. Pierwszy raz w życiu łaziłem prawie po kolana w śniegu. A może i nie pierwszy?

Doszliśmy do Chaty Wuja Toma na przełęczy Karkoszczonka (w domu stwierdziłem, że schronisku zdjęcia nie zrobiłem). Tam w oczekiwaniu na przybycie przewodnika, który nas oprowadzi po jaskini posililiśmy się, pograliśmy, pośpiewaliśmy...

Około 19 zaczęliśmy się przebierać w ubrania przeznaczone do całkowitego zniszczenia. No i ruszyliśmy w stronę Jaskini Trzy Kopce (najdłuższej w Beskidach). Najpierw szlakiem, następnie zeszliśmy ze szlaku a potem weszliśmy w las szukając około godziny 20 wejścia do jaskini. Jakieś 20 minut lataliśmy i w górę i w dół stoku. Gdy się znalazła to zaczęliśmy tam włazić. Była to dziura w skale, wystawały Dwie dziewczyny trzeba było strasznie długo przekonywać aby do tej studni weszły. Ale się udało. Ja stwierdziłem, że ręczna latarka się mi nie przyda za bardzo - trudno z nią w ręce przechodziło

Przeszliśmy przez 2 komory. No i pojawił się problem: 5 osób się zmieściło w jeden zacisk znajdujący się na jednej trasie (takie miejsce baaardzo wąskie) a kolejne się nie zmieściły. Przewodnik wymyślił inną trasę. Przez wejściem do zacisku kilka dziewczyn stwierdziło (z zadowoleniem), że jednak mają duże piersi :) Bo się nie zmieściły. Ja mam małe, więc przeszedłem do (jak sie okało) ostatniej komory zwiedzonej przez naszą zgraję. A przejście przez zacisk polegało na przeciśnięciu między skałami na leżąca (nogami do przodu) jakieś 3-4 metry o nachyleniu 30 stopni w dół. Następnie się zginało nogi, siadało na nich, wchodziło się do malutkiej wnęki i wyciągając nogi do przodu właziło do kolejnego tunelu. Nieźle się można rozciągnąć.

img_3451.jpg

A to dlatego ostatniej bo przed moim wejściem jeden chłopak (pierwszy wyjazd kursowy) spadł z głazu. Z jakichś 2 metrów. Na głowę/plecy. Troszkę się pociął. Nie wiem ja się zachowywał wcześniej, ale gdy się tam pojawiłem to był w jakimś takim dziwnym szoku. Nie widziałem osoby w takim stanie. Może i nie był jakoś straszny szok, ale w zestawieniu z tymi skałami dookoła robiło dziwne uczucie. Aby doszedł do siebie było potrzebne 15 minut. Kolejne 10 spędził na jednej półce skalnej przed wejściem do zacisku. Ale gdy już ruszył to szedł bardzo szybko (jak na warunki jaskiniowe).

Po wyjściu z jaskini (po jakichś 3 godzinach) ruszyliśmy biegiem do schroniska. Nie wiem co na nas tak podziałało, ale w jakąś euforię wszyscy wpadli, że rzucaliśmy się śnieżkami, wrzucaliśmy nawzajem w zaspy. A na polanie obok chaty robiliśmy fikołki. Ahh... Od razu wyczyściliśmy się z błota.

Diabełek

Następnego dnia zeszliśmy do Szczyrku skąd PKS-em ździercą (5,50 za przejazd!) dojechaliśmy do Bielska. Na dworcu przywitała nas bielszczanka śpiewając na całe gardło jakąś piosenkę żołnierską (przyjedź mamo na przysięgę?). Hmm... Żołnierzy słabo przypominaliśmy. Troszkę później inna bielszczanka (około 20 wiosenek) śpiewała "A ja wolę moją mamę" na całą ulicę... Póżniej sobie na swoją koleżankę pok...wowała. No i poszła.

Zwiedziliśmy troszkę Bielsko (chłopak który zleciał za skały w jaskini dołączył tam do nas - żyje) i pociągiem wróciliśmy do Katowic. Było miło :) Zdjęcia można wreszcie zobaczyć - jeżeli kogoś interesują.

Zapisany

dnia 08 listopada 2005, o godzinie 22:54:46

Zpsuty...

dnia 21 lipca 2005, o godzinie 14:02:26

Cyfrówka się zpsuła... :( No i poszła na 2 tygodnie do naprawy... No i jak ja teraz zrobię zdjęcia Babiej? Ojej...

Chyba sobie kredki wezmę tam...

Inne wpisy (wcześniejsze i nowsze):
Nowsze wpisy →