Charleroi - czyli 4 godziny w Belgii
Uwaga: wpis nie chronologiczny, bo w kolejce czeka Portugalia, Barcelona i Dublin :)
Wracając z Dublina mieliśmy przesiadkę w Charleroi (około 60km od stolicy Belgii - Brukseli). Co by nie sterczeć kilku godzin na lotnisku wsiedliśmy do autobusu do centrum. Wcześniej w informacji turystycznej zaopatrzyliśmy się w darmową mapkę z opisem ciekawych miejsc (tylko czemu po francusku?).
Wyjeżdżamy z terminala, objeżdżamy lotnisko i mijamy... drugi terminal. Nie wiem kto wpadł na pomysł aby zamiast rozbudować lotnisko nowy terminal zbudować po drugiej stronie pasa (ten nasz był nowy, stary stał nieużywany).
Potem autostrada: Ring. Czyli coś czym można jeździć dookoła miasta tylko w jedną stronę. Ciekawe rozwiązanie. Za oknem cóż? Hałdy, familoki, stare zakłady przemysłowe, Szaro, brudno... Ej... Ale my przecież jesteśmy w mieście europejskim! To u nas nie jest tak źle jak się nam wydaje? ;)
Wysiadka na dworcu autobusowym. Próba dowiedzenia się (po angielsku) o której jeżdżą autobusy powrotne. Próba nieudana. Zakładamy, że jeżdżą co 30 minut i idziemy na zwiedzanie. Najpierw dworzec kolejowy, potem kanał, a po drugiej stronie kilka wymarłych ulic. Sklepy zabite dechami, centrum handlowe również. Brak ludzi (jest około 10-11 rano). W spożywczaku przy zakupie posiłku pokazujemy, że potrafimy coś po francusku ;) (czyli, że z Polski, że zwiedzamy i tyle).
Mijają nas policjanci, których widzieliśmy w swojej okolicy przez jakieś około 30 minut. Hmm... Kawałek dalej zaczęło się robić troszkę ciekawiej na zasadzie: "jakbym widziała tylko prawą stronę ulicy to by mi się podobało. Zakładam, że nie ma strony lewej - nawet tu ładnie" ;)".
W kilku miejscach figurki np. Lucky Luke (ale bez papierosa), czy jakieś kreskówkowe postacie robiące sobie zdjęcie na rondzie.
O... Kościół. "Widzisz te figury? Wyglądają jakby przedstawiały Mongołów.". Kościół był dziwny. Artysta tworzący go namęczył się nad 200m2 mozaiką, ale postacie świętych czy drogi krzyżowej były... mongolskie. Albo tak wyglądały.
Jeszcze ratusz, pomnik rąk wystawionych w górę oraz zakup obiadu (dlaczego ja chciałem bułkę z kiełbachą i frytkami wewnątrz?). Przejście przez główną aleję ze sklepami: "Ej... tu ludzie jednak chodzą po ulicach". Jeszcze tylko Inno Galeria (no prawie jak po ślunsku) i z powrotem na Erport autobusem. Co by wsiąść w RyanAira do Wrocławia :)
Miasto było ośrodkiem (jest?) przemysłu. Wrażenia cudownego nie robi - ale zawsze to poznanie czegoś innego. Zachęcam do przeglądnięcia dwudziestu zdjęć na picasaweb.
← Konkurs - najdłuższa podróż lotnicza ↓ Rozwiązanie konkursu eSKY.pl →
Komentarze:
Dodaj swój komentarz:
W komentarzach działa formatowanie tekstu Markdown. Dowiedz się jak z tego korzystać.
*To jest tekst z emfazą* - To jest tekst z emfazą (<em>To jest tekst z emfazą</em>)
**To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')** - To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany') (<strong>To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')</strong>)
* To jest lista
* Kilku elementów
- To jest lista
- Kilku elementów


