adas@dziugger - jogger

adasiowe miejsce

Witam na moim jogu (lub jak kto woli blogu). Żadnych tajemnic tu nie zdradzę... Chyba. A jak zdradzę to znaczy, że to tajemnicą nie było. Wpisy marudne, śląskie, operowe, podróżnicze, fotograficzne i inne. Słowem ... nie da się jednym słowem.

Napisz list w sprawie wspólnego biletu w GOP-ie

Opera 5 Mini beta tak jak zwykła Opera

dnia 17 września 2009, o godzinie 13:45:09

Jako, że nie jestem użytkownikiem Opery Mini, więc jej nie wypróbuje. Ale czytając informacje o nowej Operze Mini 5 (na razie w wersji beta) się ucieszyłem i zdziwiłem, że Opera Mini może działać tak jak normalna Opera :) I nawet podobnie wyglądać (patrz szybkie wybieranie, przeglądanie w kartach, także z miniaturkami stron, menadżer haseł ...

Jak to wygląda w rzeczywistości można zobaczyć na filmiku poniżej.

Czy ktoś przetestował - jakie pierwsze wrażenia?

Więcej informacji: strona oficjalna Opery, planeta Opery (także angielska), oraz polskie forum.

Ps. Jak ktoś ma problemy z podtrzymywaniem sesji Opery Mini niech sprawdzi wersję ze strony: opera-mini.ru/. Może pomoże.

Tagi: , , ,

Ukraina, Krym 2009 - część druga - czyli jak to na wybrzeżu było + powrót

dnia 13 września 2009, o godzinie 19:51:02

Na Krym wybrałem się z 3 znajomymi w sierpniu 2009 roku. Zrobiliśmy pętelkę: Symferopol, Bakczysaraj (ze skalnymi miastami), Sewastopol, Bałakława, Ałupka, Aj-Petri, Jaskółcze Gniazdo, Liwadia, przełęcz Angarska, Symferopol. W drodze powrotnej liźnięty został też Kijów.

To jest druga część relacji krymskiej. Przeczytaj wcześniej pierwszą część.

Sewastopol - jedna baba, drugiej babie wsadziła do domu turystów

Wsiadamy do pociągu i jedziemy. Po kilkudziesięciu minutach na drodze obok torów widzimy czterech rowerzystów. Zdziwiony? :D Pociąg wiezie nas do Sewastopola. Miasta/bazy floty czarnomorskiej. Przed wjazdem na dworzec objeżdżamy zatokę nad którą to miasto leży. Na dworcu już nas witają babiczki z noclegiem. Po 40-50 hrywien. Wybieramy taki za 40 i jedziemy gdzieś na osiedle 20 minut marszrutką z numerem (wow... marszrutki mają numery:D). Rozkładów dalej nie mają ;)

Nocleg mamy na wielkim blokowisku. Przechodzimy z przystanku przez plac z dmuchaną zjeżdżalnią, placem zabaw, stoiskiem z melonami, do 10-piętrowego bloku (nie jedynego w okolicy). Drzwi na jakiś śmieszny klucz, winda, która w Polsce by została wyłączona z użycia 5 lat temu. Wchodzimy do mieszkania. Jedna babiczka przekazuje nas drugiej babiczce (praca grupowa). Dostajemy 2 pokoje (weszły by tam jeszcze z 2 osoby) z dywanami na ścianach (arrasy? ;) ). Brak ciepłej wody (trzeba grzać), w przedpokoju nowoczesna lodówka (my dostajemy taką "made by wczesne CCCP"). Po mieszkaniu biega przepiękny kociak. Świetne futerko. Nieźle bawił się moją politechniczną smyczą do komórki.

W klozecie deska połamana na 6 kawałków. Źle? Gdzie tam... Jest ładnie posklejana przezroczystą taśmą klejącą. Dostajemy klucze, informację, że morze blisko. Supermarket też. W supermarkecie śmietanka "Łaciate" (przynajmniej taka sama szata graficzna), oraz polewy do lodów z Tymbarka (z nieprzetłumaczoną nalepką). Produkty ukraińskie tanie. Produkty dużych koncernów (np. Danone) porównywalne jak w Polsce (jak nie drożej). No i do tego kiełbasa warszawska. Obrzydliwa. Chyba jak każda tam. ;)

Rano ruszamy na podbój Sewastopola. Tym razem trolejbusem. 0,75 hrywny za przejazd (o ile dobrze pamiętam). Marszrutki są szybsze, ale dwa razy droższe. W trolejbusie bilety można kupić u kierowcy, lub osoby sprzedającej bilety. Wygląda to czasami tak: kupujesz u kierowcy, druga osoba ci go kasuje, a jeszcze co jakiś czas wsiada do tego trolejbusu kontrola, która te bilety sprawdza. W bardziej zatłoczonych trolejbusach są dwie osoby do sprzedawania/kasowania. Prosty sposób na bezrobocie :D Po drodze zauważam sklep z reklamą firmy "Barlinek" - czyli podłogi.

Flota, Lenin, ślub i flagi rosyjskie

Wysiadamy w centrum, wymieniamy walutę (da się tylko USD, EURO oraz rosyjskie ruble). PLN jest trudno spotkać na Krymie. Kupuję też mini atlasik po Sewastopolu. Ruszamy na podbój miasta. Najpierw park z panoramą "Obrona Sewastopola". W parku są też 2 fontanny, parę pomników, resztki fortu, pomniki (m. in. jednego z kapitanów statku broniącego miasta), widok oraz dużo kotwic z zatopionych statków. A także kramiki z pamiątkami, kucyki, sprzedawcy wycieczek zorganizowanych oraz turyści.

Przy parku hotel o nazwie Ukraina. Kontrastuje to troszkę z tym, że Krym jest bardziej rosyjski niż Ukraiński. A po rozpadzie ZSRR flota czarnomorska z jakiegoś dziwnego powodu został podzielona na dwie równe części: 87 i 13%. Do tego w tych 13 procentach było najwięcej złomu. Zgadnijcie kto dostał lepsze "łódki". Co jakiś czas słychać przepychanki dotyczące stacjonowania rosyjskiej floty w Sewastopolu.

Po drodze jest Sobór Opieki Przeświętej Bogurodzicy - przepięknie odnowiony. W środku trafiamy na ślub. Ja wyglądał? Babiczka od miejsca na środku cerkwi rozwinęła czerwony dywan. Na jego końcu stanęła para młoda. Gości nie było za dużo (chyba tylko rodzina). Przychodzi pop (prawosławny ksiądz) wyglądający jak wokalista jakiegoś fińskiego zespołu death metalowego. Idzie po dywanie do pary młodej i zaczyna czytać modlitwy. Miałem wrażenie, że były one powtarzane kilkanaście razy. Do tego kilkadziesiąt znaków krzyża. Ciekawostką było nałożenie obrączek. Para młoda nałożyła je sobie tylko na koniuszek palca. Następnie pop kilkukrotnie zamienił je miejscami. Wszystko odbywało się na końcu cerkwi.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , , ,

Ukraina, Krym 2009 - czyli na wschodzie musi być jakaś cywilizacja

dnia 13 września 2009, o godzinie 19:40:23

"Pojedzie ktoś na Ukrainę, na Krym?" Takie pytanie zadawałem znajomym przez parę tygodni... Odpowiedzi, że tam strasznie, że daleko, że okradną/zgwałcą/zamordują, że tamto, siamto... ;) Część też nie miała czasu (żeby nie było, że wszyscy na "nie" byli).

To jest pierwsza część relacji krymskiej. Przeczytaj później drugą część.

W końcu udało się zebrać grupę 4 osobową: Kasia (z którą uwielbiam nawzajem sobie marudzić i się wkurzać), Jacek (obydwoje znani z kursu w AKT Watra) oraz Arek (znajomy Jacka).

Jaki plan? Pojechać tam i pozwiedzać (góry, wybrzeże, miasta, skalne miasta...). Czym dojechać? Pociągiem...

Podróż do Lwowa z Katowic - opuszczamy UE

Spotykamy się w nocy z piątku na sobotę 7/8 sierpnia 2009 w Katowicach na dworcu PKP. Stamtąd ruszamy zawalonym pasażerami pociągiem do Przemyśla. Najpierw trochę rozmawiamy, potem głowa na plecaku i nynu... Co jakiś czas budziła nas potrzeba fizjologiczna innych pasażerów (chcieli do WC dojść...).

Gdzieś od Krakowa (czy kawałek dalej) w pociągu zrobiło się luźniej więc najpierw nasza kobieta dostała miejsce w przedziale. Ale widocznie musiała "bardzo zasłużyć", bo siedziała z osobami intensywnie (i głośno) komentującymi polityczne sprawy Polski i Ukrainy. Mężczyźni dosiedli się do przedziału w którym można było przenocować :) Pewnie w nagrodę za dobre sprawowanie.

Wysiadamy w Przemyślu, chwila na wymianę drobnej kwoty na ukraińską walutę (hrywna ukraińska UAH) i wsiadamy w busika do granicy w Medyce. Informacyjnie: kurs wymiany jest w Przemyślu o wiele bardziej atrakcyjny niż np. na Śląsku. No i do tego hrywna leci na łeb na szyję...

Wracamy do busika: w środku pełno Polaków z wielkimi plecakami (z tego powodu było można zauważyć lekkie niezadowolenie kierowcy - przecież te 2 miejsca na których te plecaki leżały mogły dać dodatkowy przychód... ;)) Przejazd do Medyki to było jakieś 2zł (może 3...).

Ruszamy spod dworca... Adaś krzyczy "Drzwi na tyle nie są zamknięte!". Na szczęście, żaden z plecaków nie zdążył wylecieć ;) Po kilkunastu minutach pojawiamy się na granicy. Wysiadka i zdążamy krokiem niespiesznym na przejście graniczne. A tam tłum kilkudziesięciu osób: turyści z plecakami oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości przechodzący w wiadomych celach... I dwie kolejki: UE i reszta świata. Do polskich celników stoi dłużej reszta świata a do ukraińskich UE (czyli my).

W tłumie: "Czy poda ktoś parę tych karteczek, które trzeba wypisać?". Na tej karteczce trzeba napisać swoje dane, po co się jedzie na Ukrainę, w które miejsce... Dostałem okrzycz bo czegoś tam nie wypisałem (chyba tego, że przechodzę pieszo granicę :D ) Najlepsze jest to, że karteczka jest po ukraińsku i angielsku a wszyscy ją wypisują po polsku (lub mieszanie). U mnie było "cel podróży": turistic oraz "jak": pieszo :D

Dostałem pierwszą pieczątkę w nowym paszporcie, połowę karteczki i opuściłem pierwszy raz UE (nie liczę okresu gdy PL nie było w UE :D ). Za granicą kantory, sklepiki, bary no i przystanek marszrutek. Czyli busików jeżdżących to tu, to tam... Wsiadamy do takiej do Lwowa, czekamy aż się zapełni do ostatniego miejsca. Cena przejazdu marszrutką do Lwowa: 15 hrywien. Jeszcze przed odjazdem zakupujemy pierwsze ukraińskie piwo... Koszt piwa to jakieś drobne hrywny (w przeliczeniu 1-1,5 zł). Za naszym przykładem idą kolejni pasażerowie busika... Ciężko się je piło w czasie jazdy po niezbyt równej drodze do Lwowa.

W busiku grupa 8 osób z Przemyśla (proszę zapamiętać nazwy grupek spotykanych, bo będą się powtarzać :D ). Dziwią się, że jedziemy do Lwowa nie mając kupionych biletów na pociąg... Ktoś z nich wcześniej zrobił sobie wycieczkę do Lwowa w celu zakupu takowych... U nas to nie wchodziło w grę: za daleko i nie znaliśmy terminu wyjazdu jeszcze parę dni temu...

W czasie jazdy adaś zaczął czytać słowa na sklepach, reklamach. I cieszył się jak dziecko gdy mu się udało przeczytać хот-дог (czyli Hot-dog :D ). Nie miałem wcześniej do czynienia z cyrylicą, więc to nowość dla mnie.

Kilkadziesiąt godzin w pociągu do Symferopolu

We Lwowie poszukiwania kantoru (dziura w ścianie) oraz próba zakupu biletu w kasie. To teraz napiszę o dworcach ukraińskich: cuda... Dworzec we Lwowie to budynek, który kojarzy mi się od wewnątrz z dworcem w Bielsku-Białej. Z tym, że kilka razy większym (dworzec w Kijowie był jeszcze większy - zdjęcie obok właśnie kijowski dworzec przedstawia). I tłumami podróżnych, kilkunastoma kasami (i kolejkami do nich), czystymi poczekalniami... Ja chcę aby nasze dworce tak wyglądały. Wszystkie dworce, które widziałem w czasie podróży robiły bardzo pozytywne wrażenie.

Przeczytaj cały wpis...

Tagi: , , , , , ,

Opera 10 wydana... w końcu

dnia 01 września 2009, o godzinie 09:12:57

Opera wydała Operę 10 jako wersję stabilną. Można ją pobrać ze strony Opery (dostępne są wersja dla Windows, Linuksa, Mac OS X...). Pewnie znajdą się osoby, które stwierdzą, że za wcześnie, że nie wszystko działa tak jak powinno... Tak jest zawsze :D

Co nowego w Operze 10 w porównaniu z Operą 9.64 (czyli ostatnią wersją stabilną):

  • Opera Turbo - mechanizm przyspieszający przeglądanie stron na słabych łączach (np. modemowych, komórkowych itp...). W jaki sposób? Opera kompresuje grafiki ze stron - w ten sposób można zyskać duuuużo czasu. Ale ma to sens na wolnych łączach (na szybkich będzie wolniej).
  • Nie tylko przeglądanie stron jest przystosowane do wolnych łącz - także klient poczty ma tryb wolnego łącza.
  • Ten klient poczty doczekał się też możliwości wysyłania wiadomości w html-u
  • Opera ma teraz nową skórkę oraz odświeżoną ikonę. Tu już kwestia gustu (ja np. korzystam ze standardowej skórki - to znaczy, że mi pasuje, albo jestem leniwy ;) )
  • Sprawdzanie pisowni w formularzach, o które m. in. walczono na tym blogu baaaardzo długo
  • Możliwość edycji szybkiego wybierania (ilość stron, tło itp.)
  • Możliwość wyświetlania miniaturek strona na pasku kart
  • Możliwość ukrycia paska menu (Plik → Ukryj pasek menu)
  • Automatyczne aktualizacje do nowych wersji przeglądarki
  • Pełno zmian w silniku przeglądarki (poczytaj o nich na stronach Opery)
  • ...i wiele więcej zmian mniejszych lub większych.

W tej wersji nie ma Unite - ta usługa będzie dostępna w Operze 10.10 wydanej za jakiś czas.

No i cholera lecę do Spodka i nie mam więcej czasu :D W każdy razie wypróbuj nową Operę jeśli jeszcze tego nie robiłeś... Przeglądnij też kategorię Operową na tym blogu.

Więcej informacji: polskie forum Opery, polska planeta Opery, informacja prasowa

Tagi: , , ,

Inne wpisy (wcześniejsze i nowsze):
← Wcześniejsze wpisyNowsze wpisy →