Majowa Mała Fatra
Wyjazd 3-osobowy w weekend majowy 1-4 maja 2008. To mój drugi raz na Małej Fatrze - tym razem w maju (przeczytaj relację z sierpniowej wycieczki na Małą Fatrę sprzed 2 lat). Majowa trasa w skrócie: pociągiem do Sutova (wioska po południowej stronie Małej Fatry), Chata pod Chlebem (nocleg), Wielki Krywań, Chleb, Południowy Gruń, Stefanowa (2 noclegi), Diery (Dolne, Górne, Nowe). Miały być zdobyte 2 Rozsutce, ale nie udało się - o tym dlaczego w dalszej części wpisu będzie szerzej.
Dojazd + wejście pod Chleb
Wyjazd - 5:55 z Tarnowskich Gór. Tam na dworcu takich dziwnych ludzi z plecakami troszkę więcej. Wszyscy (sądząc po rozmowach) do Węgierskiej Górki zdążają. Pociąg o 7:10 - kolejki do kas olbrzymie, a ja zapomniałem kupić bilet w TG (musiałem czegoś zapomnieć). Ale mam sokoli wzrok i zauważyłem, że o 7 otwierają 2 nowe kasy. Haaa... No to myk z końca kolejki do kasy zamkniętej - bilecik kupiony. Na peronie tłum. Wszyscy do Węgierskiej Górki oczywiście ;) A cóż tam takiego jest?
Podjeżdża pociąg - za pędzące drzwi chwyciło 2 gości - i zostali pociągnięci przez tłum (jeden prawie wylądował na torach). Miejsce się znalazło - w przedziale kilku studentów AGH (dowiedziałem się jak się w Krakowie pali samochody na Juwenaliach), pani z dzieckiem, i jakaś para. Studenci oczywiście do Węgierskiej Górki ;) Pociąg opóźniony jakieś 20 minut dojechał do Węgierskiej Górki. Tam wysiadł tłum (60% pasażerów) poszukujący monopolowego :) (tak mi jeden z turystów odkrzyknął).
W Zwardoniu udawałem kaskadera i "podpisałem" swoim nazwiskiem spodnie (ciekawe kto zajarzy o co biega). Potem skorzystaliśmy ze strefy Schengen i przez krzaki dotarliśmy do Serafinowa na spóźnioną "Skalnicę". Bilet u konduktora z takim genialnym dotykowym ekranikiem. Nie dość, że to sprzedawało bilety to jeszcze miało w sobie rozkład jazdy/wyszukiwarkę połączeń. Konduktor zadzwonił o przytrzymanie pociągu na naszą przesiadkę w Żylinie. Więc przesiadka prawie zgodnie z planem.
Wysiadamy w Sutowie o 13:45. I ruszamy na niebieski szlak. Dwójka moich towarzyszy marudzi, że chcą obiad. Ja im mówię, że nie ma tu otwartych knajp. Nie wierzą mi (jak zwykle) i szukamy czegoś w Sutowie. Nie było :D Przechodzimy jakieś 2 godziny do Wodospadu Sutowskiego. O... jaki on fajny :) Pogoda była średnia, ale dało się w krótkich spodenkach podejść pod niego. I tylko "lekko" zostać zmoczonym. Potem patrzymy na dalszy szlak. Hmm... Czemu on taki ostry? I zastanawiamy się jakby się tu szło po deszczu. Albo jakby się jeździło.
Dochodzimy do Mojżeszowych Źródeł. A zaraz za nimi takie fajne lawinisko. Wielkie płaty/bloki zjechały z góry i zawaliły ścieżkę. Hmm... Wiedzieliśmy, że musimy się dostać na widoczną przełęcz. Ale którędy... Wybraliśmy wspinanie się po błocie. Może to był zły wybór? W każdym razie dużo czasu nam to zajęło. Potem szybkie przebranie krótkich spodenek na długie, rzut oka na rozbity wśród kosodrzewiny namiot, i na kolejne bloki śnieżne po drodze. I wmawianie sobie: "Nic więcej już stamtąd nie zjedzie". Hmm... Po 6 godzinach doszliśmy do Chaty pod Chlebem. W niej nocleg kosztował nas 70 koron (śpiwór i na strych). W jadalni jacyś Czesi (a może to Słowacy) śpiewali i grali coś po swojemu. Dziwne to było.
Granią Małej Fatry do Stefanowej
Rano wstaliśmy ostatni. Pogoda smętna - wszystkie szczyty ponad nami w chmurach. Przy wejściu na Snilowkie Sedlo mijaliśmy pielgrzymki Polaków zdążających do schroniska na Becherowkę. Na przełęczy się rozpogodziło - no i widok z Wielkiego Krywania był nawet, nawet. Ale wiało strasznie. I tłumy też straszne - kolejka do zdjęcia z tabliczką na szczycie. Co to kolejka gondolowa nie robi. Na stronie ośrodka narciarskiego Vratna można zobaczyć jak tam wyglądało 2 maja :)
Następnie wchodząc na Chleb oberwaliśmy gradem. Aby na szczycie rozkoszować się słońcem. I tak cały czas... Czasem słońce, czasem grad/deszcz. Co dalej? Główną granią Małej Fatry dotarliśmy na Południowy Gruń. Stamtąd "szlakiem rozwalającym kolana" zeszliśmy do chaty na Gruniu. Na polance w przepięknym słońcu, z widokiem na Sokolie, Boboty i Wielkiego Rozsutca odbyło się leżenie w zasięgu polskich sieci komórkowych. Następnie wyprażany ser w Chacie na Gruniu. I zejście do Stefanowej w poszukiwaniu noclegu. Od domu do domu. Wszędzie brak miejsca (wszędzie Polacy). Dopiero jakiś dziadek na polu przy wykopkach (a może zakopkach?) nam zaproponował nocleg. Za 150 koron słowackich. Nawet tanio. Jak na pokój 3 osobowy z łazienką, ubikacją, małą kuchenką, 5 kubkami, jednym garnkiem, litrem mleka od krowy i chałką. Uwaga logistyczna: w Stefanowej nie ma żadnego sklepu. Aby się w coś zaopatrzyć trzeba się jakoś dostać do Terchowej. Ale i tam o 19 już chleba nie ma ;)
Niezdobyte Rozsutce
Kolejny dzień, sobota. Dojechały do nas kolejne 3 osoby i wspólnie ruszyliśmy. Najpierw przez Diery (czyli takie fajne wąwozy), a potem w kierunku przełęczy Medzirozsutce. Tam pogoda nam zrobiła psikusa. I ukryła w chmurach i mroźnym deszczu obydwa Rozsutce. Zdecydowaliśmy nie wchodzić na żaden z nich, tylko obejść ten większy niebieskim szlakiem. Z kolejnej przełęczy znowu wygoniły nas ciemne chmury. Dodam jeszcze, że szlak na Wielki Rozsutec od 1 marca do 15 czerwca jest zamknięty. My (tzn. ja, bo reszta nie miała ochoty na mandat) chcieliśmy jakoś ten zakaz obejść (a dokładniej to go nie zauważyć). Ale pogoda nam przeszkodziła. A zakaz jest spowodowany ochroną ptaków, które mają sobie w spokoju gniazda budować i wychowywać młode. Ale i tak tłumy tam ciągną (2 maja z Południowego Grunia naliczyłem 10 osób na szczycie w jednym momencie). Pewnie dostanę okrzycz za chęć łamania zakazu...
Zeszliśmy. Spędziliśmy 40 minut w oczekiwaniu na obiad w lokalnej restauracji (prawdopodobnie mieli 1 palnik...). Zostałem tam uznany przez 5 siedzących ze mną przy stoliku osób za żula i pijaka. Bo jako jedyny miałem piwo. Ehh... Oprócz tego komplementu otrzymałem też wiele innych: maruda, podlec, bez serca, zły, wkurzajacy itp. I tak przez cały czas. Uprzedzając pytania - my się nawzajem lubiliśmy (i lubimy nadal) :)
Dojeżdżająca trójka zabrała mnie samochodem do Terchowej. Tam zrobiłem małe zakupy (na pulpę - tak... była pulpa ryżowa ;). Polacy zapytani o sklep z chlebem odpowiedzieli: "kup 4 piwa - to tyle samo co jeden chleb". Pozdrowienia dla nich. Potem stopem z jakąś rodzinką Polaków (byłem szósty w pięcioosobowym samochodzie).
Zamek Strecno + powrót
Niedziela - czyli powrót przez zamek w Strecnie. Najpierw stopem do Terchowej (jakiś Czech) - tam śniadanie. Potem stopem do Varina i piechotą na zamek ("daleko jeszczeeee?"). Zamek się troszkę odbudował. Taka lekko oszukana ruina z niego ;) Ale ładny jest. Jak ktoś ma okazję to można zajrzeć. Tylko te schody... kolana mamy już stare i niedziałające prawidłowo... Ze Strecna kolejnym stopem do Żyliny. Znowu byłem szósty w pięcioosobowym samochodzie :) Tam w pociąg i z przesiadką w Zwardoniu do Katowic. W polskiej osóbówce jeszcze jedna rzecz mnie zdziwiła: 2 gości paliło papierosy w przejściu pomiędzy wagonami EZT (to takie wąskie, ciemne...). A PKP jak zwykle opóźnione. 50 minut (co z tego, że 30 minut staliśmy bez celu w Bielsku).
Wyjazd zaliczam do udanych :) Czy dwoje towarzyszy też do udanych zaliczy? Zdjęć nie mam, bo aparat pojechał na Pilsko beze mnie. Co jeszcze? Zachęcam wszystkich do pojawienia się na Małej Fatrze. Przepięknie tam. Zbliża się kolejny długi weekend.
ps Od przyszłego roku Słowacja będzie miała Euro jako walutę. Nie, żebym marudził, ale jest duże prawdopodobieństwo, że wszystko tam zdrożeje... I to znacznie. A może marudzę jak zwykle?
Tagi:
góry kolej mała fatra noclegi stefanowa słowacja terchowa wielki krywań
← Cool Kids of Death - koncert w Katowicach ↓ Operowe spotkanie w Krakowie w sobotę →
Komentarze:
adas # |
dnia 05 maja 2008, o godzinie 19:07:11
W Słowackim Raju też kiedyś byłem, ale chyba bardziej mi się podobały właśnie Diery… Chociaż to dawno było, więc mogłem mniej pamiętać ;)
A co do zjeżdżania na błocie – na Małej Fatrze błoto ma jakąś taką dziwną konsystencję... Strasznie śliską ;)
Kasiunia # | dnia 05 maja 2008, o godzinie 19:43:18
Pozostałej jednej trzeciej z podstawowego składu wyprawa BARDZO się podobała. Towarzystwo też, nawet tego marudy (sic!) Adasia :)
Niestety kolejny długi weekend zaplanowany wiec sie nigdzie z Tobą nie wybiorę :)
Ale na pewno na skałkach i raftingu będziemy sobie działać na nerwy :P Wszak kto sie czubi ten sie lubi :)
Paweł # | dnia 06 maja 2008, o godzinie 14:22:20
Kolejna jedna trzecia składu również zalicza wypad do udanych :)
Zapomniałeś tylko dodać, że granicę przekraczaliśmy (w obydwu kierunkach) idąc po torach :P
adas # |
dnia 06 maja 2008, o godzinie 14:56:39
No fakt… A ty zapomniałeś dorzucić linka do zdjęć: http://picasaweb.google.com/nazwaalbumu/FatrWka14Maj2008 :P
Paweł # | dnia 06 maja 2008, o godzinie 17:01:53
Myślałem, że zedytujesz wpis :P
Kasiunia # | dnia 06 maja 2008, o godzinie 17:04:02
No ale czemu tych zdjęć tylko 210??!! Aż tyle sie nie udało?? :P
Paweł # | dnia 06 maja 2008, o godzinie 17:58:12
I tak nie wrzuciłem wszystkich :P
http://picasaweb.google.com/nazwaalbumu/PanoramyFatrWkowe
Tu są jeszcze panoramy (mniej i bardziej udane) w liczbie 26.
Łukasz # | dnia 10 lipca 2008, o godzinie 13:58:43
jak tam musi być pięknie:))) my wybieramy się na wypad na Małą Fatrę 24-27.07. w związku z tym mam małe pytanko. czy trzeba ( i czy jest możliwośc) wczesniej zarezerwowac sobie jakieś spanie??? bo nie bardzo sie orientujemy. pozdrawiam
Dodaj swój komentarz:
W komentarzach działa formatowanie tekstu Markdown. Dowiedz się jak z tego korzystać.
*To jest tekst z emfazą* - To jest tekst z emfazą (<em>To jest tekst z emfazą</em>)
**To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')** - To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany') (<strong>To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')</strong>)
* To jest lista
* Kilku elementów
- To jest lista
- Kilku elementów



NetMan # | dnia 05 maja 2008, o godzinie 18:56:09
Małą Fatrę to i ja polecam. Tam jest PIĘKNIE :) Niestety pogoda w górach jest zawsze niepewna… Jak jest słońce to cud-miód :) Ale oberwanie chmury sprawia, że w Stefanowej płyną 20cm potoki po drogach, a na stokach z ścieżek robi się błotnista zjeżdżalnia.
Vielki Rozsutec – Pięknie :) – bo już skaliście, a w dole Stefanowa.
Te widoki z szczytów Małej Fatry są cudowne.
Żałuję tylko, że mieszkam na Mazurach, a studiuję na Pomorzu – bo mam stanowczo za daleko w góry.
Czytając Twój wpis pozostaje tylko pozazdrościć...
P.s.
Jeżeli komuś Diery się podobały to polecam również Słowacki Raj (czy jak się to pisze ;P)