adas@dziugger - jogger

Październikowe Pilsko

dnia 28 listopada 2007, o godzinie 21:56:15

Wpis jest lekko opóźniony. Lekko = miesięcznie. Pozdrawiam osoby, który strzelały focha z powodu mojej niepłodności pisarskiej. Dziś postanowiłem się poprawić i spisać to co się działo ponad miesiąc temu w Beskidzie Żywieckim. Z jakim skutkiem - oceńcie sami.

My+Pilsko

Wszystko zaczęło się w czwartek imprezą w Gliwicach. Znaczy pewnie tylko 2 osoby były na tej imprezie i potem na chatce - nieważne ;) Rano jedna musiała iść na zajęcia a ja ładnie się dopakowałem i autobusem 33 dostałem się do tych Tychów. Tam z Karolem czekamy chwilę na dworcu: obserwujemy przemykający z dala od peronów pociąg osobowy, oraz przejeżdżający obok peronów pociąg InterCity (zapowiedziany jako osobówka).

W naszej osobówce czeka Paweł i takim stanem osobowym dojeżdżamy do Żywca. Tam miał się pojawić jeszcze przedstawiciel krakowskiej braci studenckiej. Ale się nie pojawił - obiecał, że dojedzie wieczorem (nie napiszę co go męczyło). ;) No we 3 kierujemy się na zamek w Żywcu, po drodze mijając Sołę, pomnik grunwaldzki (w Żywcu??), kościół z krzyżem pokutnym obok, katedrę.

Kościół w Żywcu

Na Zamku (zostawiamy plecaki i udajemy się zwiedzać wnętrza. A we wnętrzach stroje kobiet Habsburgów, rzeźby jakiegoś warszawiaka także rękodzieło okolicznych górali. A na dole 2 izby z narzędziami tortur. Jedna historia mi tam zapadła w pamięć - sposób na tortury na statkach. Wywlekanie jelit - nacinało się torturowanego na brzuchy, przybijało kawałek jelita do masztu i... kazano biegać dookoła masztu. Przepraszam za takie drastyczne szczegóły ekspozycji... Bilet wstępu do Muzeum na zamku w Żywcu kosztował nas chyba 6 zł. Złożyliśmy się też na jednego fotografa - zdjęcia z muzeum przedstawił Paweł u siebie.

Po zamku zmierzaliśmy do sklepu (ostatnie zakupy), potem na szybki obiad. Zastawialiśmy się po zamówieniu czy zdążymy zjeść przed autobusem. Były plany brania placków czy schabowego na wynos do autobusu. Na szczęście zdążyliśmy. Na przystanku tłum, autobusy poopóźniane, a nasz na dodatek przyjechał mały. Upchaliśmy mieszkańców naszymi plecakami, od kierowcy dostaliśmy zniżkę (bagaże gratis) za warunki ;). W autobusie poznaliśmy subkulturę pijanych górali, przytulaliśmy się do góralek jak ktoś wysiadał i szukaliśmy chociaż litr czystego, świeżego powietrza.

W Sopotni poczekaliśmy na znajomych "burżujów" przyjeżdżających samochodem ;) Zanim spakowali wszystkie rzeczy wrzucone do bagażnika minęła dłuższa chwila (nie liczę ile razy im się to wszystko rozsypało ;) Urok ładowania wszystkie do bagażnika.

W drodze na Halę Miziową

Na chatkę w Sopotni zostało 10 minut pod górę. Jak wygląda chata także przedstawił Paweł. Na niej czekał na nas właściciel - oprowadził nas właściciel, pokazał gdzie teraz się śpi (góra chatki w remoncie) i sobie poszedł. Za parę godzin miała się pojawić jego córka. My w tym czasie zdążyliśmy się rozgościć, zrobić obiadokolację. Rozpaliliśmy piec w kuchni przy użyciu żaru z kominka (zadymiając przy okazji całą chatę). Zapałek nie było nigdzie, więc trzeba było sobie jakoś radzić. Dojechał też przyszywany krakus z Koszęcina. Czyli stan osobowy wynosił 8 osób. Pojawiła się też córka właściciela ze znajomymi (o ile dobrze pamiętam - nurkami z jakiegoś koła?). Siedzieliśmy do późna ;)

Skałki za Buczynką

Rano... Cóż znaczy w górach rano... Tak gdzieś po pierwszej ruszyliśmy na Pilsko. Najpierw bez szlaku, potem szlakiem zielonym na Halę Miziową. Po drodze połaziliśmy po skałkach - znaleźliśmy tam nawet linę wspinaczkową. W schronisku na Miziowej zjedliśmy co mieliśmy zjeść, wypiliśmy co mieliśmy wypić i ruszyliśmy na szczyt Pilska. Po drodze pogoda była znośna - dopiero od schroniska zaczęło siąpić deszczem i średnio przyjemnie się szło. Ale np. Babią było widać czy to z hali czy ze szczytu. Na Pilsku "zmusiłem" grupę do biegania/podskakiwania itp. W celach fotograficznych ;) Trochę cieplej im się chyba zrobiło. Ale i tak marudzili - a mówią, że ja marudzę... Ehh... ;)

Podskakują i się rozmnażają

Przy schodzeniu ze szczytu postanowiliśmy się rozdzielić - I część miała schodzić bezpośrednio do chaty a reszta zaatakować jeszcze Rysiankę. Pierwsza grupa (3-osobowa) dotarła do chatki wraz ze zmrokiem gubiąc się najpierw kilkadziesiąt metrów od celu. Reszta Rysianki nie zaatakowała - zaczynało się ściemniać - szliśmy wolniej niż planowaliśmy i mieliśmy tylko 2 latarki (na 5 osób). Zeszliśmy z okolicy Palenicy do Sopotni. Zaraz po zejściu ze szlaku napotkaliśmy na bacówkę, albo nawet bacówę. W środku stały ogórki w słoikach, resztki jedzenia, 2-3 materace, stół i stołki. Jak coś to mamy awaryjny nocleg ;) Po drodze (w ciemnej deszczowej mgle) w jednym miejscu skorzystaliśmy z kompasu. Musieliśmy się 3 minuty cofnąć i skręcić w drugą stronę. Po za tym bez problemów zeszliśmy.

Potem drogą - świeciliśmy kierowcom latarkami co by nas widzieli, że idziemy. Doszliśmy tak do jakiegoś budynku wyglądającego na nową stadninę z wybiegiem. Kawałek dalej świeciło się całe wzgórze - czyjaś rezydencja z ogromnym oświetlonym ogrodem. Podeszliśmy kawałek pod bramę, ustawiłem aparat na statywie i starałem się cyknąć dobrą fotkę ;) Nie wyszło mi, a nas na szczęście psami nie poszczuli - chociaż bym się nie zdziwił. Ochroniarze pewnie dziwili się nam - musieli nas na jakichś ekranach widzieć - wszędzie wielki brat. Ale nieważne....

Tak spaliśmy

Doszliśmy w końcu na chatkę a tam... Zapachy... Mmmmm.... Przepyszne... To 2 kolejne osoby dojechały - i zaczęły robić nam obiad. Jak już się pojawiliśmy to zaczęliśmy pomagać/podjadać. A co było? 2 różne sosy - jeden domowej roboty, piersi z kurczaka, do tego jakieś warzywa. A jak jeszcze zaczęły krążyć 3 kubki z grzańcem galicyjskim to zapachy w kuchni spowodowały, że niczego nam więcej nie trzeba było... :) Zjedliśmy ze smakiem obiad. Potem siedzieliśmy, graliśmy w Totem w 15 osób na dwóch wielkich stołach (przy okazji wpisu z Tatr opisałem tę grę). Do tego jeszcze inne były gry, ktoś przyniósł taki napój, ktoś taki i tak nam zleciało do 4 ;) I whisky jest niedobra... Bo też ktoś takie coś miał...

Rano... Już pisałem co znaczy "rano" kilka akapitów wyżej... Czyli rano część osób ruszyła samochodem do domu, jeden o wiele wcześniej zaatakował tę Rysiankę a pozostała piątka poszła na autobus do Korbielowa. Wspinając się na grzbiet usłyszeliśmy zbliżającego się jeepa. Nieśmiało wyciągnąłem rękę i... zostaliśmy podwiezieni na grzbiet. Nie za daleko ale zawsze coś. Chociaż, że nie miałem przyjemności jazdy na jabłkach i żołędziach jak reszta :(

Po zejściu do Korbielowa przyczepiła się do nas jakaś góralka, która stwierdziła, że mi źle z oczu patrzy. I opowiadała nam różne miłe, niemiłe historię. Ale była upierdliwa - nie można się było energicznie ruszyć bo od razu ci źle z oczu patrzyło... Śmiałeś - w złym momencie się śmiałeś ;)

Co potem? Busik do Żywca tam pizza, kościół i pociąg. W pociągu Totem w przedziale - jest nawet film. Och straszny film. W każdym razie tę partię wygrałem.

Grupowe fotografie

Zdjęcia robiło 8 osób - na 10 będących na wyjeździe ;) Z tego powodu nie miałem motywacji do robienia ich i mam niewielką ilość. Reszta u Pawła i Darii. Czy coś jeszcze? A chyba nic... Najwyżej focha ktoś strzeli... Kolejnym miejscem górskim będzie Istebna w sylwestra - do zobaczenia :)

Tagi:

Komentarze:

daria # | dnia 28 listopada 2007, o godzinie 22:05:29

kto fochował? przyznać się ;)

adas # | dnia 28 listopada 2007, o godzinie 22:05:55

Nie będe pokazywał palcem :P

Malin # | dnia 28 listopada 2007, o godzinie 22:26:42

Uwaga techniczna: TĘ grę, TĘ Rysiankę i TĘ partię. Jak to zwykła była mawiać moja promotorka: „TĘ książkę. TĄ to książką w łeb możesz dostać” :-)

adas # | dnia 28 listopada 2007, o godzinie 22:30:27

Malin: ja się tego chyba nie nauczę – jesteś już kolejną osobą to poprawiającą po mnie… I nic… ;)

Kniaź # | dnia 29 listopada 2007, o godzinie 04:54:46

Eeeech, no i co ja mam napisać... zazdroszczę :-(
Przede wszystkim tego, że macie tak blisko… Na Pilsku jeszcze nie byłem… ale przyjdzie i czas na to. Pozdrowienia „znad morza” ;-)

Paweł # | dnia 29 listopada 2007, o godzinie 17:34:39

Bacówę też przedstawiłem u siebie ;P

adas # | dnia 29 listopada 2007, o godzinie 18:11:52

Za dużo odesłań do ciebie to niezdrowo ;)

Paweł # | dnia 29 listopada 2007, o godzinie 19:43:27

Nie lubisz konkurencji ? ;)

adas # | dnia 30 listopada 2007, o godzinie 13:00:37

Nie :P No może trochę... ;)

Zajec # | dnia 30 listopada 2007, o godzinie 13:18:04

Tylko pozazdrościć wyprawy :-)

Kolega Siekiera # | dnia 01 grudnia 2007, o godzinie 01:38:01

No nareszcie… No i nawet, nawet…
P.S. Weź już lepiej napisz co mnie męczyło, bo ludzie pomyślą, że biegunka:P

adas # | dnia 01 grudnia 2007, o godzinie 13:09:36

A nie biegunka? ;)

matipl # | dnia 04 grudnia 2007, o godzinie 13:25:22

Wspaniała wyprawa :)
Widać, że w Polsce też można miło spędzić czas.
A może zainteresujesz się skopiowaniem informacji o wyprawie na www.navigeo.net?

Dodaj swój komentarz:

W komentarzach działa formatowanie tekstu Markdown. Dowiedz się jak z tego korzystać.

*To jest tekst z emfazą* - To jest tekst z emfazą (<em>To jest tekst z emfazą</em>)

**To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')** - To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany') (<strong>To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')</strong>)

* To jest lista
* Kilku elementów

  • To jest lista
  • Kilku elementów