Warszawa w 3 dni...
Wyjazd do Warszawy w celu odwiedzenie jeszcze panien, przyszłych biotechnologów (biotechnolożek??!) odbywających praktykę w tym bądź, co bądź dużym mieście. Mieście, które warto odwiedzić :)
Opis naszego dojazdu do Warszawy parę dni temu już się na blogu pojawił (były też tam informacje o promocjach kolejowych). Teraz czas na opis tego co się działo w czasie pobytu w "stolycy" oraz na zdjęcia ;) No to to zaczynamy.
Przyjazd TLK chwilkę po godzinie piątej rano do Warszawy - nie chcieliśmy (chyba nie wszyscy) budzić osób w akademiku, więc, zaczęliśmy szukać klozeta na Dworcu Centralnym. Dla wygody dalszej części wpisu przyjmijmy skrót WC dla Warszawy Centralnej ;) A więc szukaliśmy klozeta na WC. Oraz jakiegoś miejsca z kawą/herbatą. Ooo... Kebab. Kawałek dalej też kebab. Turek przy Turku... I same kebaby... Czy to napewno WC? W końcu - McDonald's. Niby to niedobre, ale maja kawę. Ale otwarte dopiero od szóstej - do tej godziny zdążyliśmy jeszcze znaleźć przystanek tramwajowy linii 10, 17, 33. Przeszliśmy też jakimiś technicznymi schodami w okolicy Złotych Tarasów (nikt nie zamknął ich chyba...). Wróciliśmy na szóstą pod tego McDonalda. A tam już kolejka - ludzie jak sępy czekają ;)
No i okazało się, że w Mc na WC nie ma klozeta... No trudno - kobiety musiały znaleźć jakąś inną ubikację (wcześniej się w oczy nie rzuciła). W Mc posiedzieliśmy jakąś dłuższą chwilkę aż wreszcie wyszliśmy na powierzchnię a tam... Na prawo Marriot, na lewo prezent od Wielkiego Brata... Kawałek dalej jakiś wieżowiec z dziurą. No i ponad nami niebieskie niebo... cudnie :)
Obeszliśmy PKiN dookoła i zamiast wracać na WC, aby wsiąść w tramwaj zeszliśmy na stację Świętokrzyska i podjechaliśmy metrem. Na śląsku takich kolejek nie mamy ;) Wysiedliśmy na Polu Mokotowskim i w trakcie brzmienia dzwonka tramwaju do środka wskoczyliśmy. W 6 osób przez pierwsze drzwi. Trzy przystanki i jesteśmy pod akademikami. Tam dyskusja z panem w dyżurce, że my na chwilkę, zostawimy bagaże i zaraz sobie pójdziemy... Ciężko wejść jest do warszawskiego akademika - to nie to samo co zostawienie legitki i możliwość wejścia na Polibudzie. W pokoju jakieś śniadanko i wymarsz.
Na pierwszy ogień poszło Muzeum Powstania Warszawskiego. Muzeum miało być nowoczesne - no i takie było. Moje pierwsze skojarzenie (dotyczące sposobu prezentacji a nie tematu) było z Muzeum Browaru w Żywcu (też na blogu opisane). Bilety do Muzeum Powstania tanie - 4 zł normalny, 2 zł ulgowe a zwiedzania...
Co w muzeum? Możliwość posłuchania opowieści osób żyjących w trakcie powstania albo przez telefon z epoki albo z płaskiego monitora, albo bezpośrednio ze ściany. Gdzieś w tle jakieś dźwięki bomb, samolotów. Na ścianach plakaty i zdjęcia. W ścianach szufladki z informacjami o powstańcach - wsuń-wysuń. Także w ścianach małe dziurki, przez które można obejrzeć filmy czy zdjęcia z okresu II wojny światowej. Ilość dźwięków troszkę za głośnych robi wrażenie lekkiego harmidru - czasami jeden monitor zagłusza drugi, a to wszystko przewodniczkę. W dalszej części muzeum jest jakoś spokojniej i ciszej.
Tematycznie - najpierw wprowadzenie w informacje o wojnie, potem co się działo bezpośrednio przed wybuchem - godziną W. Przejście kawałek - bunkier a za nim drukarnia. Prawdziwa, działająca. Na ścianach kartki z kalendarza powstania. Można sobie zbierać - ma każdej informacja co się danego dnia działo. Dalej życie codzienne w czasie powstania, film opisujący skąd brało się wodę, co się jadło. Największe wrażenie? Pomieszczenie z listami wysyłanymi przez mieszkańców Warszawy do siebie nawzajem. I na każdym liście pierwsze zdania prawie zawsze zaczynały się od:
Jestem jeszcze zdrów/Wszyscy żyjemy jeszcze/Wszystko dobrze, ale...
Kolejnym takim miejscem działającym na (moją) wyobraźnie była ściana ze zdjęciami. I przeszklone groby poniżej.
Pomieszczenie całe czerwone, na ścianie wielki "Sierp I Młot". A co to? A "wyzwoliciel"... W podziemiach jeszcze kanały, do których wszedłem jak jakaś pani przewodnik zgasiła w nim światło ;) Ktoś mnie gonił, więc wbiegłem w ślepy kanał ;) Jakieś 2,5 godziny spędzone w muzeum to chyba tylko lekkie liźnięcie tego co tam było. A mi brakowało mi gdzieś puszczonego Lao Che...
Po muzeum czas do łazienki. Znaczy Łazienek Królewskich. Pierwszą rzeczą, którą w parku Łazienkowskim zobaczylismy to Fredek. A potem głodne wiewióry - nic sobie z ludzi nie robiące (chyba, że dadzą jakieś żarcie ;). Same Łazienki na mnie wrażenie zrobiły średnie - takie to odrapane, z bliska nieładnie wyglądające. No i małe. A za wstęp chcieli 9zł. A phi :P Nie weszliśmy. W okolicy siedział sobie paw - chyba mu ktoś powyrywał pióra z d... ogona bo mało miał piórek (chyba wszystkie jego były na sprzedaż na stoisku przy wejściu).
Dalej to przejście przez Agrykolę na Aleje Ujazdowskie. W Parku Ujazdowskim nie pozwolono mi połazić po takich fajnych sznurkach. Stwierdzili, że jeszcze to zarwę - a ja przecież jakiś strasznie ciężki nie jestem. Doszliśmy do Sejmu. Kawałek dalej w miejskim jeepie siedział sobie niejaki Andrzej "Piasek" Piaseczny. Zauważyliśmy go dopiero po minięciu samochodu i takie nasze odwrócone głowy musiały dziwnie wyglądać ;) Oo... Plastikowa palma na środku skrzyżowania. Po co ona tam? Idziemy dalej, do Muzeum Wojska Polskiego. W środy było za darmo. Zdjęć w środku nie można było robić. NA głodno ciężko się zwiedzało.
Jako, że zbliżała się już pora obiadowa to trzeba było poszukać obiadu. Jeden z naszych przewodników (niejaki Michał?) zaproponował bar mleczny obok Uniwersytetu Warszawskiego (miało być tanio...). No i było. Ale pierwszy pieróg z mięsem smakował jako tako, drugi tako, trzeci był jakiś rozwodniony, 4 smakował jak ruski (obrzydlistwo!@#$!) a piąty ponownie rozwodniony. Obiad w moim wypadku do udanych nie należał. Dobrze, że pomidorowa była lepsza troszkę... Przy uniwersytecie siedział sobie wieczny student na ławeczce - kobiety nie chciały się przytulić na dłużej do niego. Podobno zimny z niego drań. Potem na Stare Miasto. A tu zdjęcie z Zamkiem Królewskim (pod Ziggim nieźle rozwalili drogę ;) kawałek dalej z Syrenką. Tak, z tą syrenką pierdzącą ;) Dalej pierdziała. I wcale jej wstyd nie było. Niczego wstyd. Bezwstydnica.
Wieczorem powrót na chwilkę do akademika. Następnie 3 osoby (w tym ja) ruszyły na nocleg. Nocleg znaleziony dzięki jednemu wikipedyście (dzięki Szczepan) - kosztował nas 20 zł za 2 noce :). Jakby ktoś był zainteresowany to mogę polecić :) Dane kontaktowe można znaleźć na stronie przenocuj.pl. Ale jest wada jedna - to miejsce jest trochę daleko od centrum Warszawy - przy granicy Pragi i Wawra. Z kobietą od noclegu telefonicznie ugadaliśmy się, że przyjedziemy przed 23.
Aby się tam dostać wieczorem zrobiliśmy tak: z okolic akademika tramwajem koło GUS-u. Tam nie zaskoczyło, że tylko jeden autobus jedzie w stronę Wiatracznej - chyba były jeszcze przystanki w innych miejscach niż bezpośrednio przy Trasie Łazienkowskiej. Ale nieważne - dojechaliśmy do Ronda Wiatraczna jakimś autobusem. Dalej nie wiedzieliśmy co wybrać i skąd... A chciało się nam strasznie siku... ;) Z wiatracznej goniliśmy aby zdążyć na tramwaj na następnym przystanku. Po wyjściu z tramwaju na końcowej pętli (Gocławek). Przebiegliśmy przez drogę łapiąć z ledwością kolejny autobus. Po przejechaniu jednego przystanku wysiedliśmy i znowu przez drogę na kolejny :D Też z ledwością... Siku nam się chce!!!
Wysiedliśmy wreszcie na ulicy Edisona. Kilka kroków i piętnaście minut przed czasem zjawiamy się na noclegu. Pierwsze słowa kobiety: "Ja nie wiedziałam, że to będzie grupa mieszana. Zostałam zaskoczona." Nie powiedziałem tego przez telefon, bo nie pytała ;) No nic... Obudziła jakiegoś chłopaka i zapytał się czy mu 2 kobiety w pokoju przeszkadzać będą. Nie miał nic przeciwko. I zasnął. Mam nadzięję, że nie przeszkadzały mu nasze szeleszczące przygotowania do snu. Heh... Musiały mu nie przeszkadzać, bo o 5 ruszał do pracy... Zachowywał się cicho rano.
Rano porozmawialiśmy sobie z kobietą od noclegu. Strasznie gadane miała... Nawijała jak najęta. Opowiadając co jest ciekawego do zobaczenia w stolicy proponowała nam zwiedzanie centrów handlowych. I to takim tonem jakbyśmy na Śląsku nic takiego nie mieli i nigdy nie widzieli. Tak gadała, że zaproponowała nam darmowy nocleg jak posprzątamy 3 łazienki. Chwila namysłu i zostajemy jeden nocleg dłużej :) Dostaliśmy też nowy pokój i klucze do domu. Po sprzątnięciu ruszyliśmy w miasto. Jednym autobusem spod noclegu dojechaliśmy na Świętokrzyską (pod drodze mijając Stadion 10-lecia, fontannę kaczuszkę). Kawałek przejścia po parku Saskim i na obiad do akademika. Ze stołowania się w warszawskich barach mlecznych zrezygnowaliśmy.
Co dalej. Mieliśmy za cel Muzeum Narodowe. Ale w czwartki było czynne do 16. Kilkanaście minut spóźnienia. W drodze tam przeszliśmy się kawałek Alejami Jerozolimskimi. Szybciej niż samochody. Nieźle zakorkowana ulica. Ruszyliśmy od Muzeum Mostem Poniatowskiego (a dokładniej tylko tą częścią na Powiślem) w stronę Wisły.
Doszliśmy do drugiej Syrenki. Dyskusja zeszła na temat, która Syrenka lepsza i która ma większe... Ehkem... Mi bardziej się podobała ta pierdząca z rynku. Może za taką bardziej podkreślającą ruch pozycję... I doszliśmy do wniosku, że ta z nad wisły ma większe. Przepraszam za takie szczegóły, ale dyskusja na temat syrenek była burzliwa. ;) Od Syrenki ruszyliśmy w stronę Biblioteki Uniwersyteckiej. Ahh... Cóż za cudny budynek. A na dachu ogród botaniczny z widokiem na Warszawę, Stare Miasto i Wisłę. No i na czytających jakieś księgi ludzi i jakieś trzy świecące na różowo jelenie. Co te jelenie oznaczały? Wszystko pięknie, tylko panie biotechnolożki narzekały na osoby pracujące w BUW-ie. Podobno były to osoby średnio miłe.
Po BUW-ie przejście przez centrum na metro Ratusz/Arsenał. Do akademika. Pożyczanie "szklanych naczynek" od imprezujących piętro niżej. No i trzeba zacząć się zbierać. Na przystanku tramwajowym, osoba najbardziej zmęczona zaproponowała aby jeszcze nie wracać tylko sobie pochodzić po zasłoniętej nocą stolicy. No to na Ratusz/Arsenał. Ulica Długą, czasami w bok w celu wykonania jakiegoś zdjęcia. Jakiś czas po 23 a obok nas żywego ducha... No może paru gdzieś przemknęło. A my przemykaliśmy przez Rynek nowego Miasta, mury miejskie, Barbakan, pomnik Małego Powstańca, Rynek, Plac Zamkowy. Na alejach Solidarności wsiedliśmy w jakąś eNkę... Dowiozła nas prawie na Edisona. W naszą stronę jechał autobus z drugiej strony drogi. Byśmy może przebiegli, gdyby na skrzyżowaniu nie stał taki granatowy Volkswagen z kogutem. Na szczęście nie przebiegliśmy. I w nagrodę przeszliśmy się piechotą jakiś kilometr po Wawrze :)
Przy wchodzeniu do domu było trochę nerwów - zamek, do którego otrzymaliśmy klucz okazał się idioto-odporny. Raz, że się zacinał. A dwa, że aby otworzyć drzwi trzeba było go zamknąć, otworzyć, zamknąć i dopiero otworzyć (czy jakoś tak...). Ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy i mieliśmy podejrzenia, że kobieta nieświadomie zamknęła drzwi na więcej zamków. Tragedia... Ale jakoś się nam udało wejść bez budzenie nocujących.
Rano na Torwar, znaczy na Legię. Jakie to małe w rzeczywistości... Strażnik najpierw nie chciał nas wpuścić, potem pozwolił tylko do bramy. A potem wmieszaliśmy się wycieczkę gimnazjalistów. I na trybunach byliśmy. Przewodnik powiedział, że jesteśmy z miast, z którymi kibice Legii nie trzymają, więc czym prędzej uciekliśmy... Wcześniej powiedział jednak kilka bardziej miłych słów ;) Obok stadionu jest ulica Myśliwiecka. A na tej ulicy jest siedziba PR 3 czyli Trójki. Weszliśmy do hallu i tam przez przypadek gadał sobie z kimś Krzysztof Skowroński. Jak przestał to poprosiliśmy o możliwość zdjęcia z nim. Zamieniliśmy kilka słów (m.in. dzięki temu dowiedziałem się, że 8 października Trójka zwiedza Tarnowskie Góry). Następnie zapytaliśmy się strażnika czy nie mają jakichś pocztówek. Nie mieli. Ale chwilę później ten sam strażnik wybiegł na zewnątrz i nam takie kartki wręczył. DZIĘKUJEMY :)
Spod Trójki busem na południe. Po drodze EC Siekierki - takie zboczenie mam, więc mi się widok podobał bardzo. Chwila na Sadybie (gdzie ten Klan?) i już dojechaliśmy do Wilanowa. Pałac Wilanów o wiele piękniejszy niż Łazienki. Tylko raził ten pomarańczowy kolor nowo pomalowanej elewacji. Z komentarzy poniżej dowiedziałem się, że takie kolory w baroku stosowano. Czyli niefajne stosowano ;) Spacerek po parku, oglądanie jakiegoś średniowiecznego tańca nad Jeziorem Wilanowskim. A po wyjściu obrzydliwe lody włoskie. Jak można takie coś sprzedawać?! I to w takich okolicznościach przyrody...
Co dalej? Autobusem na Wilanowską i jako, że uwielbiamy metro, to tym środkiem lokomocji na Świętokrzyską. Ponownie Park Saski, grób nieznanego Żołnierza... I wtedy dotarła do nas informacja: "Przyjedźcie ratować... My się z tymi rzeczami nie zabierzemy na centralny!" Czyli biotechnolożki wracają do domu. W bagażu kilkadziesiąt książek (i to w większości nie związanych z biotechnologią). Bagażami zatarasowaliśmy wyjście z tramwaju. Potem oczekiwanie na pociąg w tłumie na WC. Tego dnia wszystkie pociągi były jakoś poopóźniane i ludzie zajęli każdy kąt dworca. Przed wejściem do pociągu doczepiła się do nas jakaś dziewczyna. Jak się później okazało pół-Kenijka :) Dojechaliśmy szczęśliwie :)
Nic do dodania nie mam oprócz przeprosin za tak długie spisywanie tego wyjazdu. Przepraszam za ewentualne błędy, ale nie było nikogo kto by to chciał przedpremierowo przeczytać całość. No i zapraszam do obejrzenia zdjęć w 2 miejscach: adasiowe zdjęcia oraz zdjęcia jednej z biotechnolożek.
Tagi:
noclegi podróże warszawa zwiedzanie
← Prawa do wizerunku zdjęcia zespołu w Wikipedii ↓ Testowa Opera wywala się na moim blogu ;) →
Komentarze:
adas # |
dnia 07 października 2007, o godzinie 10:18:17
I nawet jak na wielkie miasto było tanio. Najwiecej z nas zdarło PKP ;)
Piotr Konieczny # |
dnia 07 października 2007, o godzinie 11:37:30
Jak to wyglada, ze w akademikach moga komus do pokoju w srodku nocy dopchnac kogos? ;) Czyzby dzielili sie tymi 10PL N za noc ze studentem w ktorego pokoju mieszkaja turysci? :)
adas # |
dnia 07 października 2007, o godzinie 12:36:43
Piotr: to nie był akademik tylko jakiś nocleg dla pracowników pracujących w Warszawie :) A nocleg w akademiku by nas wyszedł jakieś 35zł jedną noc, albo 50 za 2 noce.
zenon # | dnia 07 października 2007, o godzinie 13:10:40
Co do elewacji pałacu w Wilanowie, to zasmucę Cię, ale w baroku używano właśnie jaskrawych kolorów elewacji, a nie jakichś pastelowych. Także świeżo wyremontowany pałac wygląda tak jak kilka wieków temu :)
adas # |
dnia 07 października 2007, o godzinie 13:11:36
Czyli znaczy to mniej ni więcej, że nie podobają mi się barokowe kolory ;)
zenon # | dnia 07 października 2007, o godzinie 13:11:44
Chciałem się zapytać – jak zrobiłes to zdjęcie pałacu? Masz jakiś profesjonalny aparat z obiektywem szerokokątnym? Czy może taki efekt można uzyskać zwykłą kompaktową cyfrówką?
adas # |
dnia 07 października 2007, o godzinie 13:13:47
zenon: zwykła cyfrówka, kilka zdjęć (które częściowo na siebie nachodzą – w tym wypadku chyba 6) a potem łączenie programem do panoram. Czyli np. Huginem (http://pl.wikipedia.org/wiki/Hugin_(program))
zenon # | dnia 07 października 2007, o godzinie 13:25:44
Dzięki za informacje! Zdjęcie wyszło ekstra! :)
pozdrawiam
adas # |
dnia 07 października 2007, o godzinie 13:34:54
Jak coś to wersja w większej rozdzielczości jest w Wikipedii ;) Chociaż zdjęcie trochę pokrzywiło ten pałac…
Basia # | dnia 10 listopada 2007, o godzinie 16:10:48
a możnaby dostać namiary na ten nocleg?? : bardzo potrzebuje coś taniego na wyjazd naukowy, pozdrawiam
adas # |
dnia 11 listopada 2007, o godzinie 17:36:46
Basia: http://www.przenocuj.pl/oferta-1402-pl.html :) to jest ten nocleg We wpisie był link :)
Mielno # | dnia 21 grudnia 2007, o godzinie 22:35:02
Niezłe fotki, popieram takie wycieczki, ale Warszawy długo nie odwiedzę. 9 kilometrów jechałem 70 minut i to wieczorem.
Niechorze # | dnia 21 grudnia 2007, o godzinie 22:38:19
Popieram mojego poprzednika. Warszawa to coraz piękniejsze miasto. Złote tarasy super (to z nowości)ale zwiedzić w 3 dni – chyba nierealne….
adas # |
dnia 21 grudnia 2007, o godzinie 22:40:22
Ekhm… Poprzednika? To samo IP, podpisy z nazwami miejscowości… Nieładnie tak spamować...
Michał74 # | dnia 30 grudnia 2007, o godzinie 18:42:06
Tani jest tż akademik pielęgniarski na reymonta
museo.pl # | dnia 06 września 2009, o godzinie 21:16:09
Fajnie napisane. Strona polecana przez serwis www.museo.pl
Justa # | dnia 11 grudnia 2009, o godzinie 00:12:32
Polecam stronę z noclegami zanocuj.com ciekawe oferty, duży wybór obiektów noclegowych
Dodaj swój komentarz:
W komentarzach działa formatowanie tekstu Markdown. Dowiedz się jak z tego korzystać.
*To jest tekst z emfazą* - To jest tekst z emfazą (<em>To jest tekst z emfazą</em>)
**To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')** - To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany') (<strong>To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')</strong>)
* To jest lista
* Kilku elementów
- To jest lista
- Kilku elementów



Fajna wycieczka.