adas@dziugger - jogger

Morze, mazury, stolica a potem pieszo na południe...

dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 16:48:59

Pod koniec lipca spakowałem plecak, wsiadłem w autobus 820 i dojechałem na dworzec w Katowicach i... tak się zaczęła się wyprawa po Polsce. Chociaż wyprawa to może za dużo powiedziane. Plan wykonany prawie w 100% mimo, że przeszkadzała pogoda. Co we wpisie? Morze, Mazury, Niziny, wielkie miasta, małe wioski i lasy. Nie będzie gór... Przepraszam za długość wpisu i lekkie opóźnienie jego opublikowania.

Pociąg i zapałki w Gdańsku/oczach

Najpierw pociągiem na Mazury przez Gdańsk. Pociąg pośpieszny nocny - dlaczego w takich pociągach dają wagony bezprzedziałowe to ja nie rozumiem. Ale cóż - przeżyliśmy. Widoki mieliśmy bądź co bądź zmienne - nie tylko za oknem. Najpierw w przejściu stała butelka Sobieskiego. Potem parę osób korzystających z trunku wystawiało więcej niż tylko głowy przez drzwi pociągu w czasie jazdy. Potem jeden z nich został wyniesiony na przespanie się. Bo się zmęczył. Gość był charakterystyczny - goła, opalona klata na wierzchu.

Co chwilę zapach dymu niemile łaskotał nasze nozdrza... Aż nadeszła chwila prawdy - konduktor. Panowie jechali na przysięgę kolegi. I chyba liczyli, że się załapią na przejazd na książeczce kumpla... Ale się nie udało. W Łodzi Kaliskiej 2 policjantów po cywilu pilnowało ich na peronie aby się pożegnali z kumplem i przez przypadek nie wsiedli do tego samego pociągu. Policjanci byli tak o głowę niżsi od pilnowanych ;)

Więcej ciekawych rzeczy w pociągu nie było. W Gdańsku byliśmy około 9. Bagaże zostawiliśmy w skrytkach - taka skrytka kosztuje 8zł za dobę. A mieszczą się w niej 2 duże plecaki + namiot. Sprawdzone. No to zwiedzamy - w oczach zapałki. "Idziemy tam... Tam jakiś Kopernik stoi...". Kopernik okazał się niepodobny do siebie. Znaczy był bardziej Heweliuszem niż Kopernikiem. Co dalej? Znaleźliśmy niedziałający zegar słoneczny. Spalony dach kościoła św. Katarzyny robi wrażenie - także zdjęcia wewnątrz. W okolicy znajdowała się Hala Targowa - zajrzeliśmy. Patrzymy w dół - jakieś kości i piasek. Wąchamy - zapach kurczaków z mięsnego. Coś tu nie gra...

Następnie doszliśmy do Motławy przedzierając się przez tłum handlujących i kupujących starocie ma pewnej ulicy. Właśnie... Czy to Jarmark św. Dominika? Nad Motławą co chwilę bursztyn można kupić... Potem Żuraw, przedzieranie się przez tłumy ludzi z kablami i wtyczkami w rękach. Przejście przez most w stronę jakiejś baszty i... "Oo... Port jachtowy... Ale chyba dalej nic ciekawego nie będzie. Wracamy". Przy okazji - czy wie ktoś dlaczego na Motławą straszą jakieś stare zniszczone magazyny? I teren ogrodzony drewnianym płotem? Pozytywnego wrażenia to nie robi...

Powrót przez most i wejście na Długi Targ. O... gość z widłami stoi ;) Tak, wiemy... Neptun. I nie widły a trójząb. Potem chwilka odpoczynku w kawiarni. No i dalej. Zapałki w oczach prawie się łamią... Jakaś baszta/więzienie. A obok... szczudlarze? Po co? Dziewczyny w fajnych strojach? Aaa... Rozpoczyna się dziś ten sławny jarmark. Ale nie mamy czasu - trzeba znaleźć tę wysoką wieżę, ma której było widać ludzi. Trzeba tam wejść. Ale w którą to stronę? Dlaczego te budynki ją zasłaniają?

Znaleźć się udało. Wchodzimy do bazyliki NMP i tam esemes: "Wjeżdżamy do Gdańska. Bądźcie zaraz przy dworcu, to was zabierzemy". No i zaczął się bieg na wieżę... Ilu my ludzi wyprzedzili... A ich miny - bezcenne. Po drodze - pierwszy raz widziałem jak wygląda miejsce pod dachem takiego kościoła - świetnie tam jest. Szkoda, że tam noclegów nie urządzają - takie wielkie lotnisko na chatce studenckiej... Szybko, kolejne schody, jakieś dzwony, kolejne schody. Szczyt. Widok piękny na Gdańsk - widzimy to, obok czego przechodziliśmy wcześniej. A także to czego nie widzieliśmy - np. Bałtyk. Na ulicy Długiej właśnie przechodzi jakaś zgraja dziwnie poprzebieranych ludzi, niektórzy na szczudłach. Zdążają pewnie na rozpoczęcie Jarmarku św. Dominika. My nie mamy wiele czasu - zbiegamy. Z tego zabiegania nie zdążyliśmy nawet obejść dokładnie kościoła/bazyliki. Wróci się tam jeszcze :) Przy dworcu wsiadamy do samochodu i kierunek Giżycko. Zapałki wypadły z oczu...

Po drodze jeszcze pobudka w Malborku. Ale na zamek nie weszliśmy - zniechęciła na kolejka (pół godziny), czas zwiedzania (3 godziny) oraz ceny (duże). A w Giżycku (dokładniej w Wilkasach) trzeba było być przed 21. No to tylko jakiś obiad, spacer dookoła zamku i z powrotem do pojazdu.

Mazurskie dnie i noce

W Wilkasach na pole namiotowe wbiliśmy się o 21. O 21:30 zamykali prysznice - udało nam się :D Namiot rozbity to... idziemy na imprezę. Podobno mają być szanty - może się nauczymy? Szant nie było ale za to, zespół ładnie coverował stare polskie przeboje :) O 3 nad ranem wymiękliśmy. Tylko czemu w drodze do namiotu pada deszcz... Hmm...

Kolejny dni? Niezłe słowa lecą jak się 2 jachty zderzą pod mostem na kanale Niegocińskim. Bosaki idą w ruch... oj idą... Piechotą do Giżycka? Czemu nie. Udało się obejrzeć to miasto. Nawet ładne. Może nie całe. A potem zdziwienie - był most a teraz go nie ma. Tak, to most obrotowy - na samo obracanie się mostu trafiliśmy dopiero ostatniego dnia. Mostowy (tak się ta praca nazywa?) musiał się trochę nachodzić w kółko... Powrót piechotą do Wilkas wzdłuż płotu twierdzy Giżyckiej. Nie chciałbym się na ten płot nadziać w nocy - takiego ostrego płotu jeszcze nie widziałem nigdzie. W Wilkasach impreza była tylko zamknięta w AZS-ie, więc ruszyliśmy w nocy (23-24?) z powrotem do Giżycka. A tam co? Jakieś karaoke tu, jakiś zespół tam, ale go godzinie pierwszej cisza... Wszystko pozamykane. Nawet zjeść nie można. To jakiś lokalny zakaz imprez w nocy czy co? Niby miasto turystyczne a tu taki klops... No to kolejna godzinka w nocy piechotą. Dobrze, że księżyc świecił - pięknie się odbijał w jeziorze Niegocin.

Noclegi mieliśmy w PTTK-u w Wilkasach, a że pogoda była średnia to recepcjonistka zaproponowała nam po 3 noclegach w namiocie świetlicę. Heh... za 12 zł :) Tam spędziliśmy resztę czasu noclegowego na Mazurach. We wtorek kolejne dojechały 3 osoby. Mimo, że pogoda była średnia to poszliśmy na kajaki - wypłynęliśmy na jezioro Niegocin i... Genialnie wygląda miejsce rozdzielające strefę deszczu i strefę jeszcze bezdeszczową. Szczególnie jak się ten pasek zbliża z dużą szybkością w stronę kajaku. Zlani całkowicie i zziębnięci byliśmy po 30 minutach pływania na kajakach... Co za pogoda. I tak cały czas - czasem słońce, czasem deszcz... Na szczęście, innego dnia udało się dopłynąć z Wilkas do Rydzewa, zjeść obiad i wrócić w słońcu. Nawet zasypiając po drodze ;)

Pewnego dnia postanowiliśmy dojechać do Gierłoży - do byłej Kwatery Hitlera. A, że z autobusami byłoby za duże kombinowanie to pojechaliśmy stopem. Podział 7 osób na 3 grupki i do zobaczenia w Gierłoży :) Najpierw wizyta na stacji benzynowej: "Czy mają może panowie kartkę papieru i markera?". Na kartkach było napisałem: Giżycko, Kętrzyn, Gierłoż oraz Chociaż kawałek :) Do Gierłoży dojechaliśmy najpierw samochodem ze skórzanymi siedzeniami a potem 30-letnim maluchem ;) Wszystkie 3 grupy dojechały mniej więcej w tym samym czasie - około godzina od rozpoczęcia łapania.

Bunkry w Gierłoży robią wrażenie - szczególnie jak się ucieka od tłumu ludzi zdążających za przewodnikiem. I gdy się wchodzi tam, gdzie nie wolno... Choćby na górę bunkra po drabince, albo w jakiś ciemny tunel. Ceny wejścia nie były straszne - 8zł za wstęp i 4 za przewodnika. Jakoś tak.

Potem stopem do Kętrzyna - moja 3 osobowa grupka musiała się rozdzielić - dziewczynom przypadła rodzinka z 2 miejscami wolnymi. A ja chwilę potem złapałem gościa z mocnymi głośnikami ;) Jak się dowiedział, że znajome jadą 3 samochody wcześniej to zaczął ten samochód śledzić ;) Troszkę łamiąc przepisy... Potem rozmowa z jakimiś trunkowymi panami chcącymi się dowiedzieć skąd jestem. Potem przez pewien czas rozmawiali we własnym gronie o Tarnowskich Górach groźnie łypiąc na mnie okiem... Chyba podpadłem. Bazylika w Kętrzynie okazała się krzywonawowa - znaczy prezbiterium się trochę przekrzywiło względem nawy głównej (albo na odwrót?). Zamek okazał się małym zamkiem. Potem kolejny stop - do Giżycka samochodem, którego kierowca chwalił się, że ma go w Polsce niewiele osób. Nie pamiętam co to było... Ale kilkuletnie...

Jako, że nie do końca pamiętam już co, którego dnia robiliśmy to dopowiem, że w Giżycku dostałem okrzycz od ochroniarza za sikanie nie tam gdzie powinienem ;) Heh... Impreza była w porcie w Giżycku, grał jakiś zespół szantowy, goście śpiewali. Pomyśleliśmy - co im będziemy przeszkadzać, potańczymy sobie przed wejściem ;) Ten sam ochroniarz zaprosił nas do wewnątrz... No to 4 osoby (ja miałem charakterystyczną czerwoną koszulkę z napisem Politechnika Śląska) tańczyło. Tańczyliśmy bo nie znaliśmy tekstów. Ci co siedzieli teksty znali, więc tańczyć nie musieli... Heh... A o pierwszej w nocy co się stało? Stał się koniec :) Ponownie.

Na ostatni nasz dzień Giżycko powitało nas tłumami łysych ludzi z krokiem spodni w kolanach... To festiwal Hip-Hop Mazury... Dziwnie to wyglądało. Koncerty odbywały się w twierdzy Boyen, którą obeszliśmy dookoła. Oprócz tego stwierdziliśmy, że jesteśmy słabo wysportowani - trochę ambitnego latania za piłką i duszenie się...

24 godziny w Warszawie

W sobotę wyjazd - wsiadamy w pociąg do Bielska. Ja wysiadam na Centralnej w Warszawie o 3 nad ranem. I tu się dopiero zaczyna :) Zostawiłem swój plecak w przechowalni i ruszam na zwiedzanie Warszawy nocą :) Najpierw powitały mnie zamknięte drzwi Złotych Tarasów. W końcu 3 w nocy. Gdzie by tu o takiej godzinie pójść? A idę na Stare Miasto. Dworzec Centralny → PKiN → Plac Grzybowski → Metro Świętokrzyska. Metro w nocy nie jeździ, że wszystko pozamykane? Wzdłuż Parku Saskiego → Grób Nieznanego Żołnierza. Akurat trafiłem tam na godzinę 4 na zmianę warty. Nie wiem czemu miałem wrażenie, że ci żołnierze się ze mnie podśmiewali... No ja z nich trochę też :) Wykopy na placu zrozumiałem jako prace przy odbudowie Pałacu Saskiego. Dobrze zrozumiałem?

W nowym budynku przy tym samym placu odbywała się impreza, którą był słychać już chyba z okolic parku Saskiego. Było też widać kolejkę do niej. Ta sama impreza trwała jeszcze około godziny 6 gdy wracałem tą samą trasą. Potem na Krakowskie Przedmieście - czy Lech śpi spokojnie? Nie widziałem wtedy jeszcze, że jakieś straszne zawirowania w polskiej polityce nastąpiły. No to dalej - przejście obok samochodów bagażowych pielgrzymki metropolitarnej i śpiący w nich ludzie...

Plac Zamkowy - 2 gości pyta o drogę na ulicę Chłodną. Po angielsku. Szukają jakiegoś Night Clubu z Sabiną i Iwoną czy jakoś tak... Wytłumaczyłem, że nie wiem gdzie taka ulica i wydukałem, że mapy Warszawy widziałem na przystankach - niech tam sprawdzą. Nie wiem czy znaleźli to czego szukali ;) W każdym razie mam podejrzenia, że to byli Polacy robiący sobie jaja w ten sposób.

Na rynek trafiłem chwilkę później - byłem tam sam. Cisza, pustka, walające się śmieci, Syrenka na środku i... pierdzenie. Co jest? Przestało. Ktoś coś wiercił? Podchodzę do Syrenki - wypływa woda spod niej to takiego zagłębienia. Ciekawa fontanna. Czekam coś dalej. Woda zostaje wsysana przez otwory w tym zagłębieniu i... pierdzenie :) Tak! To Warszawska Syrenka pierdziała. A dokładniej na kratkach zostały jakieś papierki/śmieci i przy wsysaniu wody wydawał się charakterystyczny odgłos.

No to idę dalej - Barbakan → wystawa jakichś zdjęć na murach. Na końcu murów postanowiłem sobie przysiąść i zjeść śniadanie. Jem, kontempluje widok w lewo, widok w prawo (na Barbakan), widok z tyłu (fosa?). I słyszę: "Hej". Rozglądam się - pewnie nie do mnie. Znowu "Hej". Z kamienicy naprzeciwko wygląda jakiś gościu (20-25lat). Wołał mnie. Pytał się skąd jestem, co robię, dlaczego siedzę na murze, czy nie przyjdę do niego na wódkę, a może przyjdę do niego na pornosy. Potem przedstawił mnie jakimś dziewczynom, żałował, że na wódkę nie przyjdę. I wszystko na krzycząco na odległość 20 m.

Potem powrót - trzeba sobie miejsce znaleźć na przespanie się. W kościele Świętej Anny przy placu Zamkowym załapałem się na pielgrzymkę metropolitarną. Kilkunastu metrów, które przeszedłem wzdłuż parku Saskiego nie pamiętam. Zasnąłem na idąco? Heh... No to poszukiwania McDonalda z ubikacją. Doszedłem przed otwarciem o 7 dopiero po pewnym czasie mogłem zjeść jakieś badziewie za 2zł i za darmo skorzystać z ubikacji. W międzyczasie zobaczyłem w telewizorze, że Trójka nie zamierza usuwać z ramówki Listy przebojów po odejściu Marka Niedźwieckiego. No cholera... Co to ma znaczyć??!!

Potem na dworzec odebrać bagaż, na Plac Grzybowski do kościoła Wszystkich Świętych prosić o nocleg... Ksiądz odesłał mnie do siostry zakonnej. Ta dała klucze do piwnic (Kaplicy św. Dominika). Rozłożyłem się tam przed 9. Wstałem o 13 i chce wychodzić... a tu klops... Siostra zapomniała i zamknęła kolejne drzwi (do tych mi kluczy nie dała). No i siedziałem zamknięty przez siostrę zakonną w piwnicach kościoła do 17... Heh... Już uwolniony postanowiłem wjechać na 33 piętro PKiN. Ale cena (15zł) mnie troszkę odepchnęła. Zadowoliłem się 2 wystawami w tym pałacu. Z jednej zwiałem widząc oczy dziennikarki telewizyjnej, w których widziałem pytanie: "Co pan myśli o tej wystawie, młody człowieku...". Nie miałam pomysłów na odpowiedź. A chyba nie powiem, że Cool... ;) W okolicy Dworca Śródmieście uciekałem przed jakimiś pytaniami pana z czerwonym nosem. I to nie był Mikołaj...

Z dworca Centralnego odebrałem kumpla, wspólnie zobaczyliśmy wnętrze Hard Rock Cafe a następnie w okolicach hotelu Intercontinental zostaliśmy spisani przez policjantów. Za co? A któż to wie... Pewnie jakąś normę musieli wykonać. A wyglądaliśmy na niekonfliktowych (a może i nie?) to trafiło na nas. Tego samego dnia wracali ludzie z Przystanku Woodstock - może to była akcja na nich? Nieważne - zamknięty w piwnicy przez zakonnicę, spisany przez policję - co się może jeszcze zdążyć? A na przykład widzenie diabła. Znaczy Rokity. W białym kapeluszu przez Barbakan sobie przechodził o 22.

Pieszo na południe

Kolejny dzień? 5 rano - pobudka. Msza w św. Annie i wychodzimy. Warszawska Piesza Pielgrzymka Akademickich Grup 17-tych wyruszyła z Warszawy. Pewnie się dziwicie co robi tarnogórzanin na pielgrzymce warszawskiej? A to co wszyscy - idzie sobie już 9 raz. Bo z TG mam za blisko ;) I za każdym razem jestem podbudowany dobrem ludzi witających pielgrzymów. A to noclegiem, a to obiadem, a to ciastem przy drodze, jabłkiem, kanapką, pyszną grochową... Miłe to strasznie jest :) DZIĘKUJEMY!

Dziennie idzie się 30-40km piechotą. Nie głównymi drogami - w większości polne, leśne i lokalne asfaltowe. W pielgrzymce Siedemnastek w tym roku szło 2500 osób. W pierwsze dni pogoda była znośna - potem zaczął nas deszcz podlewać. Nawet w czasie jednego noclegu miała miejsca burza. Ale taka dziwna - lało całą noc a jedyny grzmot był taki, że się wszystko zatrzęsło. Włącznie z mielonką w puszkach.

Ja pierwszy raz na pielgrzymce w sandałach byłem. Taka chwila prawdy - mogę chodzić w nich takie długie trasy - ale stopy do dzisiaj mają dziwny kolor. Noclegi na tej pielgrzymce są w namiotach albo stodołach u gospodarzy. Mycie w misce zimnej wody. Chyba, że gospodarze podgrzeją.

W Nowym Mieście nad Pilicą została przez pewną babcię zapytany czy nie jestem dziewczynką. No i po co się goliłem dzień wcześniej? Ehh... ;) Co jeszcze? A to, że w wiosce Wąsosz postanowiłem o godzinie 22 skorzystać z przybytku o nazwie TOI-TOI (takie za nami jeżdżą). No i pierwszy - deska osr... zabrudzona. Drugi - samo. W trzecim też. Nie wiem czy to tak trudno jest trafić? Nie można sobie papieru podłożyć? Odechciało mi się... ;)

Przez 2 dni przechodziliśmy przez tereny nawiedzone przez lipcowe wichury. Takiej powierzchni lasu z 3-4 metrowymi kikutami drzew nie widziałem jeszcze. I tak kilka razy trafialiśmy na takie lasy. W wioskach w których byliśmy zniszczeń większych nie było widać (nie licząc śladów gradu na nowym tynku, czy nowo wyglądających dachów.

14-tego wejście do Częstochowy. Aleje miło przebudowane - aż chce się tam chodzić :) Chwilą przed obrazem na Jasnej Górze i do domu. I tak wróciłem po prawie 3 tygodniach tułaczki do rzeczywistości. To co spisałem to moje subiektywne odczucia. A jakie miałyby być? ;) Jak ktoś znajdzie błędy stylistyczne, literówki to nie krępować się - komentować :) Zdjęć nie będzie bo nie posiadam takowych. Szkoda. Co było opisane? Morze (w Gdańsku), Mazury, Niziny. Czego brakuje? GÓR! Za parę dni może przestanie ich mi brakować - Słowackie Tatry Zachodnie już czekają... :D

Tagi:

Komentarze:

Krystek # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 18:25:10

31 lipca to ludzie jechali na „Przystanek Woodstock” a nie z niego wracali :]

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:03:56

31 sierpnia to jeszcze nie było.
A ja w Warszawie byłem 5 sierpnia, wtedy kiedy jednak wracali z Przystanku ;) Ale skąd wystrzasnąłeś tą datę to pojęcia zielonego nie mam ;)

Krystek # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:15:14

Tego dnia – jak byłeś w Warszawie i akurat Marek Niedźwiecki ogłosił odejście z Trójki akurat wyjeżdżałem do Kostrzyna. Wydedukowałem po prostu ;)

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:19:03

Aaa… To może się nieprecyzyjnie wyraziłem – przeczytałem mniej więcej to: „Trójka nie ma zamiaru likwidować LP3 po odejsciu Niedźwiedzkiego.”

Kangel # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:36:45

Ziomisławiuszu, jestem zły, że mnie nie poinformowałeś, iż do mojego miasta przybywasz (Częstochowa)... ;)

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:37:15

A dostałbym kwiatka? ;)

Kangel # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:37:54

Na lody byśmy poszli ;)

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:39:10

Fakt ;) A znam taką dobrą lodziarnię na alejach… Ahh… Aleś mi smaka zrobił :P

Kangel # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:40:34

O Montenegro mówisz? Czy o jakiejś innej? :)

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:40:57

A myślisz, że ja nazwę znam ;)

Kangel # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:41:40

Napisz jakie lody kupowałeś :)

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:42:57

Ale to dawno było… Kupowałem w jakimś pucharku, to na alejach było po tej stronie co HiMountain… Jeszcze wyjdzie, że wpis się pojawi na głównej przez dyskusję o lodach ;) Heh…

Kangel # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:44:16

To była III Aleja? Bo to bardzo blisko mnie i dlatego jestem zły. BRB ;)

adas # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 21:45:52

A co to jest III Aleja? Ja rozumiem Aleje NPM jako całość... Ale podziału na numerki nie… Oświecony zostanę?

Kangel # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 22:15:28

Potocznie dzieli się Aleje na trzy części:
„Pierwsza” od kościoła św. Zygmunta do torów
„Druga” od torów do pl. Biegańskiego (to tam gdzie ratusz)
„Trzecia” od pl. Biegańskiego do końca Alej :)

MatheW # | dnia 19 sierpnia 2007, o godzinie 23:25:43

co do ceny biletow na PKiN – latwo mozna pojechac winda dla personelu, bo straznicy sami proponuja ze nas „taniej” podwioza :)

adas # | dnia 20 sierpnia 2007, o godzinie 08:18:19

MatheW: Ja się zastanawiałem czy nie wjechać jakąś inną windą na 30 piętro i stamtąd coś kombinować... Ale byłem sam, więc miałem trochę oporów ;) No i gonił czas.

A winda dla personelu była gdzie?

Kudłaty # | dnia 21 sierpnia 2007, o godzinie 00:02:31

Spisali nas pewnie przeze mnie. Łysy i dziwny ludzik na koszulce. Pielgrzymi to podejrzana sprawa… Pewnie sekta jakaś...

adas # | dnia 21 sierpnia 2007, o godzinie 10:21:54

Kudłaty: też takie podejrzenia miałem. A do tego dołączyć tych wracających z woodstocku – prawie się nadawałeś ;) W ogóle to z tobą tylko ten jeden policjant o studiach rozmawiał – mnie olał...

Dodaj swój komentarz:

W komentarzach działa formatowanie tekstu Markdown. Dowiedz się jak z tego korzystać.

*To jest tekst z emfazą* - To jest tekst z emfazą (<em>To jest tekst z emfazą</em>)

**To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')** - To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany') (<strong>To jest tekst z większą emfazą ('wykrzyczany')</strong>)

* To jest lista
* Kilku elementów

  • To jest lista
  • Kilku elementów